piątek, 10 stycznia 2014

Ja i ćwiczenia-czyli epopeia grubasa

Czyli typowe postanowienie noworoczne w nietypowym wydaniu, z lustrem w tle.

Część pierwsza:Determinacja
Cóż, zaczęło się jak w większości tego typu przypadków.. Dzień kończył się jak zwykle, wieczorną higieną, oraz przypatrywaniem się sobie w lustrze,połączonym z wypowiadaniem tych samych  epitetów co zawsze. "Tłusty słoń";"Leniwa klucha"- to tylko niektóre z nich. Żeby jeszcze bardziej skomplikować swoją sytuację, wchodziłem na wagę, bo przecież kopać leżącego to żaden wstyd. No i widziałem po raz wtóry własny numer telefonu połączony z peselem. Mija kilka dni, znowu pojawia się moje odbicie, jednak teraz jest już inaczej. Domyślacie się przecież, o co chodzi, prawda? Wiedzą przynajmniej ci, którzy już to kiedyś widzieli w swoich łazienkach.Nie obyło się bez tak górnolotnych słów jak: "Nie ma że boli". Tak właśnie narodził się mój cel: W czerwcu, kiedy spojrzę w lustro, może nie zobaczę sobowtóra słownikowego kulturysty, ale kto wie, może pasek w końcu stanie się potrzebny.
Odkurzone hantle-są,wyciągnięty zmięty strój do ćwiczeń-śmierdzi jak zawsze, mobilizująca muzyka- "Eye of the tiger" na pokładzie. Co mogło pójść nie tak?

Część druga:Prawy prosty od rzeczywistości
"O mój Boże, co się wczoraj działo?" Pytanie zazwyczaj zadawane po ostrych domówkach, kiedy to zwykła podróż do toalety kończy się bliskim kontaktem z tygrysem, tym razem związana była z pewną karkołomną próbą. A mianowicie z moją próbą wyjścia na ludzi, a może raczej- do ludzi. Żyjemy czasach, kiedy do masowej świadomości, także tej polskiej, coraz bardziej przebija się takie nośne hasło jak "Zdrowy styl życia". Powiedzcie mi zatem, co jest zdrowego w czuciu się niczym wywinięta mokra szmata, przejechana przez pociąg towarowy wyładowany węglem, a następnie wrzucona do pralki z tarką do sera zamiast bębna. Bo właśnie tak się czułem, gdy przy próbie wstania z łóżka, zakwasy prawie posłały mnie do grobu.
Ludzie,którzy mówią wam, że czerpią z tego przyjemność, najzwyczajniej was oszukują. To banda perwersów, katująca się na siłowniach, a następnego dnia idąca z uśmiechem do pracy/szkoły. Zaufalibyście komuś takiemu ?
Część trzecia:Rezygnacja
W sumie po co mi to, co jest takiego tragicznego w byciu grubasem? Latem może nie wygląda zbyt pięknie i odstrasza osobniki płci przeciwnej, ale zimą zapewnia przyjemne ciepło. I można pośmiać się z tych, którzy odmawiają sobie tych wszystkich przepysznych czekolad,batoników itp. Więcej dla mnie ha! Trzeba było być inteligentnym od razu, nie rzucać się z motyką na słońce, ogólnie być sobą. Uwierzyć, że moim przeznaczeniem nie jest kaloryfer, tylko lodówka.
Część trzecia:Brutalna prawda
Jestem podwójnym kłamcą, bo nie dość, że oszukuję innych, to na dodatek sam nie jestem w stanie zaakceptować prawdy. To nie ludzie, którzy uprawiają sporty, mają jakiś problem ze sobą, to nie oni należą do chorej, sado-masochistycznej tkanki społecznej. To ja, ślepo konsumujący, bojący się ruszyć dupę z kanapy, chorobliwy leń. Jestem żmiją wyhodowaną na własnej piersi. Tak, dobrze myślicie, znowu to cholerne lustro, godz. 21 i mokry ręcznik wokół pasa. Co, tym razem znowu powiem, że "nie ma że boli". Tak, bo dopiero, kiedy my sami dojdziemy do takich wniosków, a nie będziemy motywowani przez międzynarodowe trendy, odkryjemy w sobie siłą, to stawiania czoła zakwasom, rwaniom mięśni i innym skutkom ubocznym ulepszania samego siebie. A gdy następnym razem będziecie chciał otworzyć lodówkę spójrz na ten obrazek:

1 komentarz:

  1. heheh... Systematyczność i stopniowanie trudności. Wtedy nic nie boli, zapewniam:) Aaaa, i od pompek jeszcze nikt nie schudł z tego co wiem. Aeroby, aeroby i jeszcze raz aeroby!
    Wychowawca, Dormowo 2013, MK

    OdpowiedzUsuń