"Przepraszamy, następna dostawa PS4 trafi najprawdopodobniej do sklepu 7 grudnia". Takie właśnie informacje mógł znaleźć każdy, kto przekroczył progi jednego z wielu sklepów z elektroniką.Nasz kraj ogarnął szał. Na potwierdzenie tej teorii wystarczy wpisać w serwisie YouTube frazę w rodzaju "Polska premiera PS4". Efekt jest zatrważający. Jednak czy ta gra, całkiem niezła, jest warta przysłowiowej świeczki?
Cóż
mam rzec, rozumiem nieposkromioną chęć gadżeciarstwa i posiadania tak
wielkiej nowinki technicznej jak najszybciej to możliwe. Jestem w stanie
wyobrazić sobie uczucia, jakie w kierunku nowego cudu techniki ze
stajni Sony, żywią najwięksi fani japońskiego koncernu. Czy jednak każdy
konsolowiec powinien teraz w dzikim szale rzucić się w kierunku
najbliższego Media Marktu, ściskając w dłoniach ciężko zarobione 1999
złotych i nabyć PlayStation 4 dla samego jej posiadania? Sztuka dla
sztuki...
Zastanówmy
się. Głównym powodem kupowania nowej konsoli jest chęć grania w nowe
gry, to jasne, klarowne i oczywiste dla każdego szanującego się gracza
nie-casuala. A do czego daje nam dostęp PS4? Killzone: Shadow Fall,
Knack i nowy NFS? Czy to jest właśnie powód, dla którego warto wydać
prawie 2/3 średniej krajowej, która jest zresztą sztucznie zawyżana
przez panie i panów na ul. Wiejskie w pewnym mieście na literę W?
Chciałbym
się łudzić, że cena w miarę szybko spadnie, ale biorąc pod uwagę popyt,
raczej prędko to nie nastąpi. Dzięki temu, że do naszych sklepów
zostało wydzielone przez SCE tak mało egzemplarzy konsoli nowej
generacji, wydawca może spokojnie nie obniżać cen, ponieważ chętnych nie
będzie brakować jeszcze przez długi czas, czy to przez "efekt nowości";
bądź wspomnianą już przeze mnie małą dostępność. Niestety moja
poznańska oszczędność(bądź skąpstwo- to zależy od regionu Polski, w
którym obecnie jesteś, drogi Czytelniku) dostaję spazmów na widok ceny
widniejącej w promocyjnej gazetce wyżej wymienionego niemieckiego
giganta handlowego. Brak stałej pracy i zdroworozsądkowe podejście
rodziców(pozdrowienia dla nich) nie pozwalają mi także na różnego
rodzaju "widzi-misie" i tarzanie się po podłodze w bezsilnym spazmie
złości, bo konsola już jest, a ja jej nie mam. NIE MAM!
Dlatego
też postawiłem na zdrowy rozsądek. Tak po prostu. Spokojnie poczekam do
wiosny, pojawi się Watch_Dogs(zdaję sobie sprawę, że to wyświechtany
frazes, ale ta gra naprawdę może pozamiatać!), zapowiedziane zostaną
nowe produkcje, może cena spadnie(ale prawie na pewno nie), ciężko
popracuje i zarobię na kupno konsoli. Dlatego z jednej strony
zazdroszczę tym, którzy ową nową generację już dzierżą w swych dłoniach,
lecz patrząc na to z innego punktu widzenia, za moment powrócą
najprawdopodobniej do Chlebaka, bądź X-pudła, ewentualnie do
Wii(wybaczcie, nie znam nazwy potocznej), aby robić drugie podejście do
starszych gier, bo ile razy można kończyć Killzone: Shadow Fall? Chyba,
że ktoś jest wystarczająco bogaty, aby płacić 200 zł, za grę po Sieci,
winszuję zarobków, poważnie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz