Na przykładzie pewnego domowego królika
Nie znam osoby, która w pewnym okresie swojego życia nie miałaby w domu zwierzaka. Wiecie, każdy przeżywa czas fascynacji futrzanymi kulkami, które mają takie małe nóżki i oczka i ciągle chcą się bawić. To znacznie lepsze od wszelkich plastikowych podróbek sprzedawanych na molo w Kołobrzegu, które może i chodzą w kółko i szczekają też w kółko, ale za to już się ani nie przymilą, ani nie poliżą.Podliczając liczbę zwierzaków, które mieliśmy w domu, muszę powiedzieć, że jesteśmy już całkiem doświadczonymi zoologami. Chomik, trzy świnki morskie i obecnie drugi królik. Gdzieś tam jeszcze były rybki, ale to nie są zwierzątka, raczej pływająca ozdoba, coś jak ładna rzeźba na biurku. Najbardziej cierpią właśnie dzieci, którym wmawia się, że coś, czego nie mogą dotknąć, pogłaskać ani wytarmosić, to ich podopieczny, którym teraz trzeba będzie poświęcić sporo wolnego czasu. A potem pytają się:"Jak złote rybki wylądowały w toalecie?".
Zwierzątka domowe to ewenement na skalę światową. Jakiś wielce mądry psycholog powinien zbadać posiadaczy tych obłaskawionych bestii, bo najprawdopodobniej w ich mózgach zaszły jakieś niemożliwe do wytłumaczenia zmiany, skutkujące osłabieniem instynktu samozachowawczego. Dlaczego? Ano kto przy zdrowych zmysłach bierze do domu coś, co żreć będzie za darmo, nasmrodzi w klatce i poza nią, trociny/granulki/trawę rozrzuci dosłownie wszędzie, skutecznie denerwując operatora odkurzacza(wasz kochany autor)? Kto, ja się pytam? W dodatku trzeba tego draństwa pilnować, ponieważ gryzie kable, jeśli choć na moment stracicie czujność. Moją siostrę, posiadaczkę Karolci(nasz mały aniołek) kosztowało to już 50 zł. wydanych na nową ładowarkę. A ja prawie straciłem lampkę nocną, a co za tym idzie, zdrowy rozsądek. W dodatku okropny stwór uwielbia godzinę piątą nad ranem, czego wyrazem jest radosne szarpanie klatki za pomocą dwóch siekaczy. Właśnie tak wygląda mój sen: przez jakieś 6 godz. spokojnie śpię, po czym następuje eksplozja szczęścia, następne półgodziny spędzone na rozmyślaniu, czy lepsza będzie trucizna, czy kopniak, a potem trzeba już wstawać.
Więc co jest ze mną i moją rodziną, że przy pierwszej lepszej okazji nie wystawiliśmy małego darmozjada za drzwi? Rasa ludzka najpewniej wyginie, skoro zaburzyć zdrowy rozsądek potrafi zwierzę, nie sięgające nam nawet do kolan, nie będące w żaden sposób agresywne, czy też niebezpieczne. Ale wystarczy, że stanie na dwóch łapka i poruszy noskiem, a nasze serca i umysły zmieniają się w stopione masło. Poddajemy się temu, co miękkie, puchate i nieporadne, to fakt potwierdzony naukowo. I, co gorsza, mnie również ten fakt dotyczy. Mnie, sarkastycznego i pełnego ironii osobnika potrafi obezwładnić wskakujące na łóżko bezrozumne zwierzę, ze skłonnością do zachowań autystycznych, którego jedyną determinacją, jest dopaść kawałek jabłka(nie ma lepszego obrazu szczęścia, niż Karola i jabłko.Tak wyglądalibyście wy, gdybyście wygrali miliom złotych na wiejskiej loterii.). Kolana się pode mną uginają, kiedy daję się głaskać i brać na ramiona. Zaczynam powoli rozumieć, co moja siostra miała na myśli mówiąc, że Karola kieruje się w życiu trzema głównymi zasadami- Wielb Mnie, Głaszcz Mnie, Karm Mnie. A wy? Macie jakieś zwierzęta w domu? I jakieś związane z nimi przygody? Piszcie, chętnie znajdę wspólników w cierpieniu!

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz