Beyond: Dwie dusze stało się ostatnio przedmiotem wielu dyskusji, na temat czy to gra, czy już film. Z podobnym tematem mieliśmy do czynienia już w przypadku Heavy Rain. Ja chciałbym skupić się na innym aspekcie tej produkcji, który być może w przyszłości zmieni oblicze nie tylko naszej branży, ale być może także szeroko rozumianej rozrywki dla masowego odbiorcy.
O
tej grze powiedziało się już praktycznie wszystko, ale czy ktoś zwrócił
uwagę na to, kim są główne postacie? Przecież to Ellen Page i Willem
Dafoe! Żywi, prawdziwi i na dodatek rozpoznawalni hollywoodzcy aktorzy.
Profesjonaliści, którzy na udawaniu postaci zarabiają krocie. Zaczynacie
to powoli czuć? Jeżeli ktoś taki zaczyna mieć związek z naszą branżą,
to wiedzcie, że coś się dzieje...
To
może po kolei. Doskonale zdaję sobie sprawę, że już niejednokrotnie
wcześniej mieliśmy okazję zobaczyć na ekranie twarze znanych aktorów i
szeroko rozumianych celebrytów; jak np. Hulk Hogan, Ben Kingsley itd.
Jednak zazwyczaj kończyło się to na obszarze promowania wizerunkiem, bez
zaangażowania w to, co dzieje się na ekranie. Pomijam tutaj filmiki z
Command and Conquer, ponieważ po pierwsze to głównie produkcja pecetowa i
wszelkie konwersje na konsole były raczej półśrodkami, a dwa, że tak
naprawdę wpływu na rozrywkę nie miały żadnego, nie wspominając też o
poziome gry aktorskiej. Tak było zatem na początku, gry były dla osób
związanych z branżą filmową drogą do łatwego zarobku, bo nic nie
sprzedaję lepiej produktu niż znana twarz na jej pudełku. Osobną
kategorią są oczywiście voice aktorzy- cisi bohaterowie, którzy budują
obraz postaci, nie wychodząc z cienia studia nagrań. Gdzieś tam w oddali
majaczy technologia motion capture, pozwalająca na przechwytywanie
ruchu żywych osób, a następnie przenoszenie ich w wirtualną
rzeczywistość. Ważnym krokiem w kierunku growego aktorstwa, jest
produkcja Team Bondi, LA Noire. Jej głównym atutem technologicznym były
przeniesione twarze żywych osób, które grały nie tylko głosem, ale
również mimiką prawdziwej białkowej, a nie polygonowej, twarzy.
W
tym momencie dochodzimy do możliwego momentu przełomu. Bo jak inaczej
nazwać zaangażowanie w produkcję wielokrotnie nominowanego do Oscara
Willem'a Dafoe (Pluton, Święci z Bostonu), a także Ellen Page, która
wprawdzie swój nieoficjalny debiut na konsoli Sony już miała (niesławne
podobieństwo do Ellie z The last of us). Nie wiem niestety, jak wielki
był ich wkład w grane przez siebie postacie, ponieważ jestem posiadaczem
Xboxa 360, ale mogę sobie wyobrazić, że było to czymś więcej, niż tylko
wyciągaczem kasy. Zaangażowanie w sesje mo-cap powinno to tylko
potwierdzać.
Teraz
mogę pobawić się w to, co lubię najbardziej, czyli wróżenie z
kryształowej kuli. Jaki wpływ na naszą branże może mieć produkcja Davida
Cage'a? Może się okazać, że ośmielone studia deweloperskie, wspierane
przez potężnych wydawców, zaczną coraz chętniej zapraszać gwiazdy kina
do współudziału w produkcji nowych szpili. Pierwsze kroki zostały już
postawione, o czym powiedziałem w "przeszłościowym" akapicie, czas
najwyższy pójść o krok dalej. Nie tylko pozwólmy aktorom grać, ale też
umożliwmy im wcielanie się w rolę i kreowanie jej, wpływanie na kształt
charakterystyki postaci. Niech wirtualni bohaterowie zyskają na głębi,
jaką mogą dać osoby profesjonalnie do tego przygotowane, najlepiej z
bagażem doświadczeń. Al Pacino w kolejnej odsłonie GTA jako baron
narkotykowy? Javier Bardem jako szalony doktor w serii Resident Evil?
Clint Eastwood w nowej odsłonie Red Dead Redemption? Alex Ferguson,
drący się na zawodników w kolejnej odsłonie FIFY? Nie mówcie, że was to
nie kręci.
A
co, jeśli młody aktor zapragnie promować swój wizerunek poprzez grę
wideo? Zdajecie sobie sprawę teraz, z możliwości, jakie niesie ze sobą
przenoszenie gry aktorskiej do wirtualnego świata? Jeżeli gra okaże się
dochodowa, a młody gniewny dostatecznie ambitny, może się okazać, że
taka produkcja okaże się trampoliną, która wyrzuca w górę drabiny
hollywoodzkiej społeczności. Może nadejdzie kiedyś czas, kiedy
uczestnictwo w dużej grze jest drogą do sławy i propozycji kinowych ról.
A co się stanie, jeżeli aktorstwo growe przebije to kinowe, na gali
rozdania Oscarów pojawi się kategoria: "Najlepszy aktor/aktorka z gry
wideo"; a scenariusze do wielkich produkcji zacznie pisać Quentin
Tarantino? To teraz wiedzcie, że coś się zaczyna dziać...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz