poniedziałek, 6 stycznia 2014

Sylwester z polshitem-czyli jak nie zaczynać roku

Sylwester z Polsatem,"klik",sylwester z Dwójką,"klik", sylwester z Radiem Maryja. Przełączam,zmieniam i szukam, ale czemu ciągle mi się wydaje, że oglądam jedno i to samo?

Co tu dużo mówić, prawda jest taka, że te transmitowane przez telewizję "wielkie imprezy" oglądają głównie rodziny, które nie mając żadnego pomysłu na sylwestra, zmuszone są zostać w domu. A tam jak zwykle królują hity, które z dokładnością szwajcarskiego zegarka powtarzają się równo co dwanaście miesięcy. Ci,którzy w jakiś sposób i w tym roku musieli zostać w domu, wiedzą o co mi chodzi. Ile razy słuchaliście "Final Countdown"? Ja nie jestem w stanie przypomnieć sobie sylwestra, kiedy ten hit nie "rozpieszczał" imprezowiczów.
Wracając jednak do tematu: Wszystkie te wielkie telewizyjne show, o których trąbi się zazwyczaj już dwa dni po masowym świątecznym obżarstwie, zaczynają powoli wyglądać jak długi filmowy tasiemiec; pokroju serii "Szybcy i Wściekli"; bądź kolejnej części FIFY. Jednak o ile tam czasem zdarzają się pewne zmienne, na przykład pojawia się nowa gorąca laska, opierająca się o nowy model Audi, bądź Cristiano Ronaldo korzysta z innego rodzaju szamponu, to tak imprezy odbywające się w wielkich polskich metropoliach, są podobne do siebie niczym syjamskie bliźniaki.
Co roku możemy być pewni kilku rzeczy:
a) Zawsze, ale to zawsze pojawią się te wszystkie upadłe gwiazdy, które żyją tylko od sylwestra do sylwestra. Będą albo śpiewać swoje stare hity i udawać, że znowu jest PRL, a oni są u szczytu sławy, albo zabawiać się w operacje plastyczne na żywo i wyobrażać sobie, że pomimo upływu lat, ciągle są piękni i młodzi. Fenomenem dla mnie jest pani Maryla Rodowicz, która już w zeszłym roku prawie rozpadła się na scenie, parodiując Gangnam Style, razem z jakimś imigrantem z Mongolii, ale tegorocznym sylwestrem spowodowała kaca większego niż cały wypity tej nocy alkohol. Chwalę Boga za to, że nie zostałem zmuszony do oglądania występu tej pani na żywo, a tych biedaków, których to spotkało ostrzegam: Prawdopodobnie od dzisiaj chorujecie na złośliwego raka oczu.
b) Jakby w odpowiedzi na podpunkt "a"; możemy spokojnie stawiać u bukmachera zakłady, że w każdym następnym sylwestrze wystąpią "młodzi gniewni" odgrzewający po raz setny stare hity z przed lat, tylko w nowej stylizacji, wiecie "cool n jazzy".
c) Zagraniczne hity śpiewane przez polskich wykonawców... ja nie wiem, w ogóle warto to komentować? Wspomnianego już "Final Countdown" już nikt lepiej nie zaśpiewa, naprawdę. W tym roku moje czoło miało bliski kontakt z podłogą, kiedy usłyszałem jednego z braci Mroczków śpiewającego hity zespołu Queen. Znaczy nie, nie usłyszałem, bo chcąc oszczędzić sobie moczenia nocnego przez najbliższe 365 dni, trzeźwo myśląc(była dopiero 21) rzuciłem się w kierunku pilota i w akcie desperacji uciszyłem odbiornik(nie rzuciłem nim, tylko ściszyłem)
d) Zapomniane zagraniczne gwiazdy. Kiedy już publiczność zebrana przed sceną zacznie przejawiać buntownicze nastroje, niczym z ukraińskiego Majdanu, żądając obalenia prowadzących, do ugaszenia pożaru kierowane są jednostki specjalne. Organizatorów na polskim poletku nie stać na to, aby rok w rok odwiedzały nas takie imprezowe tuzy jak Jon Bon Jovi, U2, czy któryś z czarnoskórych raperów. Oni zgarniają większą kasę grając w Nowym Jorku, czy w którymś z tych obrzydliwie bogatych arabskich państw. Ewentualnie mają już tyle Benjaminów Franklinów na swoim koncie(Jon Bon Jovi zagrał w 2013 roku 91 koncertów i zarobił w sumie 295 mln dolarów- są jakieś argumenty zdolne to przebić?). Nam pozostają tylko byli wokaliści wielkich zespołów(Genesis i Ray Wilson), zespoły rockowe grane głównie w RMF FM(Roxette), albo wykonawcy, którzy wykonali klasycznego jednostrzałowca i zdobyli swoje pięć minut(sylwester 2011/2012 w Poznaniu- London Beat).
Z resztą, mogę sobie gadać i narzekać, a przecież wiem, że jak uda mi się przetrwać ten rok, to pewnie znowu usiądę przed telewizorem, po raz kolejny wezmę pilota i w iście masochistycznym odruchu włączę ponownie sylwester z "gwiazdami". Albo nie, najwyższy czas wyjść z domu i pobawić się na mieście!A jak wy spędzaliście sylwestra? Zamulaliście jak ja, czy może działo się coś ciekawego? Piszcie w komentarzach. A tymczasem....





RAAAK OCZU!!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz