poniedziałek, 6 stycznia 2014

Część druga części trzeciej-o dzieleniu filmów słów kilka

Filmy takie jak Przed Świtem, Harry Potter i Insygnia Śmierci, oraz Hobbit różnią się od siebie diametralnie, reprezentując różne gatunki, reżyserów itd. Jednak jest coś co je łączy: Wszystkie zostały podzielone na półRozwiązanie to wprowadzili twórcy filmu o młodym chłopaku ze znamieniem niewolnika z blizną na czole w kształcie błyskawicy(wy też w dzikich latach młodości rysowaliście sobie takie cuda flamastrem?). Chciwe hollywoodzkie hieny najprawdopodobniej wpadły na genialny pomysł: "Hej, za chwilę zarżniemy kurę znoszącą miliardy zielonych, zaróbmy na niej ile się da!". I w ten sposób z ostatniej części zrobiły się dwie. Powiem szczerze, ostatnią część przygód Harry'ego i spółki można było zgrabnie zamknąć w trzygodzinnej produkcji, bo o ile w pierwszej z dwóch części coś się działo, to druga została przeze mnie zapamiętana jako jedna wielka bitwa kończąca i właściwie tyle. To tak jakby Avatara wykastrować o ostatnią sekwencję walki kosmitów z marines i wypuścić suplement po upływie roku.
Kapłani dziesiątej muzy(oraz mamony) uznali twórców przygód sieroty z różdżką za istnych guru,przewodników wskazujących mistyczną drogę do skrycie chowanych oszczędności. Zachęceni dodatkowo kasowym sukcesem "Insygnii Śmierci", postanowili podzielić także swoje własne projekty, o których wspomniałem na górze. Nie jestem w stanie powiedzieć nic o jakości podziału tych filmów, bo od "Sagi Zmierzch" trzymam się tak daleko, jak Miley Cyrus od podręcznika do fizyki kwantowej, a efekty podziału nowej trylogii Petera Jacksona będziemy mogli podsumować, kiedy pojawią się wszystkie trzy części.

Możemy jednak już teraz spróbować znaleźć pozytywne aspekty takiego rozwiązania i tym samym rozgrzeszyć smutnych panów w garniturach, za bezczelne sięganie łapskiem do naszych kieszeni. Cóż, chyba najważniejszym argumentem będzie chęć jak najdłuższego przebywania z ulubioną serią, oczywiście w tym pozytywnym sensie. Rozstania bolą, dlatego podświadomie możemy chcieć wyczerpać temat do dna, tak,aby nie zostawić niedosytu daną marką. W końcu jednak każda trylogia musi się skończyć.
Po drugie jednak, podział filmu na dwie części może w pewien sposób wzbogacić film. Przykład? Mroczny Rycerz Powstaje. Ja dostałbym spazmów ekstazy, gdybym mógł cieszyć się drugą częścią części trzeciej, żeby tylko móc zobaczyć, jak Gotham powoli pogłębia się w anarchii, bo przedstawienie kilku miesięcy w formie paru kadrów pozostawiło we mnie pewien niesmak. Bo wiecie, najpierw widzimy tłumy zaskoczonych ludzi na stadionie, by około siedem minut później zobaczyć te same postacie pogodzone ze swoim losem i wpasowane do nowego systemu. Trochę niefajnie co?

Wszystko tak naprawdę zależy od filmu i wizji reżysera. Jeżeli taki podział ma się wiązać tylko i wyłącznie z drenowaniem portfela, to ja pokazuję środkowy palec w kierunku Fabryki Snów.  Co innego, gdy reżyser decyduję się na przedłużenie projektu, w celu wyciśnięcia z niego jak najwięcej. Wtedy to jestem gotów ponownie sięgnąć do portfela, przybić piątkę z panami na wyższych stołkach i spokojnie zagłębić się w fotelu kinowym. A jakie wy macie pogląd na podział filmów?

1 komentarz:

  1. Gorzej, że nie wiesz czy robią to dla wycyckania cię z kasiory, czy dla miłości do tematu ;) raczej szczerze wątpię w to drugie ;)
    Karolina

    OdpowiedzUsuń