Normalni ludzie siedzą w domach. Normalni ludzie grzeją sobie herbatę. Normalni ludzie oglądają telewizję. Ale nie ja. Ciekaw jestem co mnie podkusiło, aby dać się namówić na wieczorny wypad na miasto? A może było to chwilowe zaćmienie umysłu, spowodowane przez głupią nadzieję, że może jutro będzie cieplej.O prognozach pogody można powiedzieć wiele rzeczy, ale nawet pogodynki w środku stycznia zauważą, że jest zimno. Tylko kurde nie ja...
Ja już tego zupełnie nie pojmuję. Kiedyś nie wyobrażałem sobie świąt Bożego Narodzenia bez śnieżnobiałego puchu otulającego okolicę. W tamtym czasie był to po prostu wyznacznik, że dzieje się coś niezwykłego. Sanki, narty, bałwany i śmiercionośne bitwy na piguły: to właśnie sprawiało, że końcówka grudnia była tak niesamowita. A co mieliśmy w tym roku? Zadowoleni z tej sytuacji byli tylko pseudo-ekolodzy, którzy mogli z szelmowskimi uśmiechami i tryumfem w głosie powiedzieć: "A nie mówiliśmy?". Ale to był dopiero początek. Narzekaliśmy na piękną wiosnę tej zimy, potem na jesień w styczniu, ale jak pierdyknęło chłodem, lodem i śniegiem, to poczułem się jak mały szczeniak, który starając się naskoczyć na dobermana, w końcu dostaję łapą po łbie. "Chciałeś, to masz i nie narzekaj".
No i mamy ten swój efekt cieplarniany. Czuję go za każdym razem, kiedy ostrożnie stawiam kroki po oblodzonym chodniku. Jak żyję nie widziałem jeszcze takiej szklanki! Kiedyś największym problemem były zwały śniegu(które i tak nie powstrzymywały naszego wuefisty- jak śnieg nie jest do połowy kolan, do dla pana Henia to nie problem- wielki szacunek!), jednak dało się to jakoś przeżyć, wystarczyło od czasu do czasu podnieść nogę nieco wyżej, ewentualnie jeszcze się otrzepać. Pamiętam także epickie śnieżne nawałnice, sprawiające, że czułem się nieomal jak przedstawiciel Syberyjskiego ludu, poszukujący swojego małego domku pośród dzikiej tundry. Bo w domku było i ogrzewanie, ale również bezprzewodowy Internet. Ale takiego toru przeszkód jak teraz jeszcze nie widziałem. Człowiek musi stąpać niczym pijany saper po polu minowym i cieszyć się, że w niektórych rejonach miasta nie wszędzie położyli beton.
I to ubieranie się przed wyjściem! W lecie zajmowało nam to co najwyżej trzy minuty, chyba, że ktoś jest tak wiecznie zaspany jak ja i przeciąga się to do minut piętnastu. Ale teraz? Jak się człowiek nie uzbroi w kalesony, podkoszulki, narciarskie skarpety i inne podstawowe środki przetrwania, to najprawdopodobniej zamarznie już gdzieś w okolicach progu. Pozostaję się jedynie cieszyć, że zimno jest cały czas, bo jakby po południu temperatura rosła, to mielibyśmy do czynienia z istnym konfliktem tragicznym, którego nie powstydziłby się Sofokles.
Na koniec chcę powiedzieć coś ważnego. Mam wielki szacunek dla tych wszystkich, którzy do szkoły czy pracy dojeżdżają komunikacją miejską. Sam wożę swoją grubą dupę w ogrzewanym samochodzie i zawsze jak widzę ludzi na przystanku to odruchowo się kurczę. Bo czuję się głupio. Powinienem chodzić i rozdawać ciepłą herbatę, a nie jeździć limuzyną jak bogaty burżuj. Jakby nie wystarczyło, że dobija ich zimno, to jeszcze tramwaje, autobusy i pociągi spóźniają się jak w zegarku. A dlaczego? Bo taki mamy klimat... Trzymam za was kciuki i pamiętajcie! Zima za parę miesięcy się skończy i potem będziemy jeszcze do niej tęsknić, gdy leżeć będziemy roztopieni na kanapach. Do usłyszenia!
![]() |
| Na ulicy czuję się jak ten wilk |

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz