piątek, 4 kwietnia 2014

Kinoteka: 5 powodów, dla których warto chodzić do kina

W dobie powszechnego dostępu do Internetu każdy z nas może mieć dowolny film w zasięgu jednego kliknięcia, zarówno hollywoodzką nowość, jak i produkcje ze starszych lat. Dlatego też chodzenie do kina może się wydawać coraz bardziej niepotrzebnym zajęciem. Oto pięć(nie zawsze poważnych) powodów, dla których warto jednak od czasu do czasu odwiedzić świątynie X muzy.

1.Klimat
     Wierzę, że część z was ma zapewne niepotrzebne środki pieniężne i sporą ilość wolnego czasu i jest w stanie wybudować sobie własną salę kinową w piwnicy(marzenie z dzieciństwa!). Nie da się jednak ukryć, że przeciętny iksiński nie może sobie pozwolić na takie udogodnienia jak: wyłożone materiałem ściany, uchwyty na kubki, głębokie fotele(to jest chore, że nasza cywilizacja osiągnęła tak wiele, a wciąż mamy wspólne podłokietniki!), czy, gwóźdź programu, słynny srebrny ekran. Poruszyłem aspekt finansowy- według mnie nie może też następować przegięcie w drugą stronę, w stylu: "Ściągam z Sieci wszystko co się da!". Takie postępowanie najczęściej powoduje, że nie jesteśmy w stanie docenić tego, co oglądamy. Dobra, zgodzę się, niektóre filmy naprawdę nie są warte tego, aby wydać dwadzieścia złoty na bilet i ten sam argument można by przenieść na wszystkie inne kategorie kultury(płyty,książki). Odpowiedź jest jedna i ta sama- po prostu nie finansujcie czegoś, co ma wartość merytoryczną na poziome nagrania wideo z pierwszej komunii! Wracając do klimatu, ekran laptopa, zgaszone światło i opatulenie się kocem nie są w stanie zastąpić tego, co dzieje się na profesjonalnie przygotowanej sali kinowej. Nie wiem jak wy, ale ja w trakcie dobrego seansu całkowicie się wyłączam, pochłonięty jedynie tym , co dzieje się na płachcie materiału przede mną. W domu coś takiego jest średnio możliwe, przynajmniej na razie. Kiedy będzie inaczej obudźcie mnie, bo prawdopodobnie będę już stary i czasem będą mi się zdarzać drzemki o każdej porze dnia.

2. Udźwiękowienie
     Podpunkt ten łączy się po części z tym, co napisałem powyżej, jednak jak już mogliście zauważyć jestem na tym punkcie wyjątkowo wrażliwy i postanowiłem poświęcić kwestii udźwiękowienia sali kinowej trochę więcej miejsca. Krótka anegdotka: Nie jestem w stanie wybaczyć pracownikom technicznym jednego z poznańskich kin zepsucia piosenki Adele na początku filmu "Skyfall"; która leciała wyłącznie z przednich głośników. W innym przypadku najprawdopodobniej doznałbym satysfakcjonującego uczucia spełnienia, ale ponieważ crescendo było przeze mnie ledwo słyszalne, jedyne czego doznałem to zawód. Koniec anegdotki, zajmijmy się tym na poważnie. Posiadasz, Drogi Czytelniku, zestaw kina domowego w swoim domu/mieszkaniu? Ja posiadam i mogę powiedzieć, że pomimo pięciu głośników i ich przestrzennego rozłożenia, nie jestem w stanie doprowadzić się do takiego stanu, jaki odczuwam, kiedy po uszach wali motyw przewodni technologii THX(którego nawiasem bałem się jako mały szczyl; wtedy wszystko wydawało się głośniejsze). W kinie naprawdę jestem w stanie usłyszeć każdy szelest, po zamknięciu oczu czuję się tak, jakbym naprawdę brał udział w akcji dziejącej się na ekranie, zwłaszcza w filmach, których akcja dzieje się w dżungli- wtedy to mnogość odgłosów sięga zenitu. A poza tym, epickie muzyczne kreacje filmowych kompozytorów brzmią kilkanaście razy lepiej od tego, co mogę usłyszeć w domu. Podobny efekt uzyskuję jedynie serwując sobie pełen regulator na odtwarzaczu MP4.

3. ŻARCIE!!!
     Ja wiem, za dużo kosztuje i jest niezdrowe, ale ludzie, wyobrażacie sobie pójść na hollywoodzki blockbuster bez czegoś, co zalepi wam szczęki? Moment, w którym główny bohater robi wielkie KA-BOOM!, nie będzie tym samym bez czegoś słonego w gębie! Pomijam fakt, że najczęściej wszystko znika w trakcie reklam i możemy mówić o szczęściu, jeżeli zawartość pojemnika przetrwa pierwsze piętnaście minut filmu, ale piękne marzenia można kreować zawsze. Dobra, zgodzę się z zarzutem, że za tę cenę, którą płacimy za przekąski, powinniśmy dostawać co najmniej trzy razy tyle. Za każdym razem kiedy kupuję coś w kinowym barze czuję się okradany w biały dzień. No ale cóż, tradycja...

4. Tony ulotek!
     Rytuał tak stary jak komercyjne kino. Aby wypełnić sobie czymś czas w trakcie czekania na reklamy, w trakcie których czeka nas kolejna porcja czekania i wgapiania się w promocje pampersów, marketingowi spece wytwórni filmowych zdecydowali się na plastikową formę promocji kolejnych produkcji. Czy wy także zawsze po powrocie do domu zastanawiacie się, co z tym całym szajsem zrobić? Staram się zawsze wybrać tylko te najpotrzebniejsze, ale są takie okresy w rocznej kinematografii, że w danym miesiącu pokazuje się tylko jeden dobry film, zatem ulotki najczęściej mają niższą wartość, niż papier, na którym zostały wydrukowane. Co jednak zrobić, kiedy na salach wi-fi jak nie ma tak nie ma, a nowe modele Volkswagena nijak mnie nie interesują? No właśnie, w takich momentach albo szybko pożeramy zakupione przekąski(punkt 3. nagle znajduje swoje wyjaśnienie), albo też czytamy, na co kiedyś wybierzemy się jeszcze do kina. Z trzeciej strony wkurzają mnie ulotki, z których nijak nie można wyciągnąć fabuły filmu. Zamiast tego walą nas po oczach oceny nie wiadomo jak renomowanych pism(The Sun- tak bardzo wiarygodny i opiniotwórczy) i wyimaginowanymi "gwiazdkami" dodanymi  w Wordzie.
5. Piękne panie
     Panowie, czy nie układaliście sobie kiedykolwiek w głowie scenariusza, zgodnie z którym wy przychodzicie ze swoją młodszą siostrą na jakąś głupią bajkę, a obok was siada piękność życia ze swoim młodszym braciszkiem i przypadkiem zaczyna się między wami dialog? Piękne marzenie nieprawdaż? Marzenia są po to, aby nimi podążać, jednak ja czuje się zawiedziony, bo najczęściej albo siedzę sam, albo siada koło mnie gruba, starsza kobieta, albo ojciec z denerwującym i drącym się dzieckiem. A! no i moja siostra nie jest już znowu taka młoda. Może najwyższy czas przeorganizować marzenia?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz