poniedziałek, 28 kwietnia 2014

ASG zamiast alkholowego zgonu- czyli 4 sposoby na nietypową "osiemnastkę"

Bo sztuką jest umieć dobrze się bawić

Wielu z nas, także i mnie, a pewnie zwłaszcza naszym rodzicom, impreza z okazji osiemnastych urodzin kojarzy się głównie z piciem na umór i lądowaniem pod stołami. Zbite szklanki, rozwalone meble i niepotrzebnie wydane pieniądze na naprawę tego wszystkiego-standard. Czy można jednak zrobić to inaczej? Czy zawsze musi wyglądać to tak, jakby zebrała się banda gimboli i postanowiła "obalić" niejedną wódkę i pokazać, jacy to oni są już dorośli. Błagam- trochę kreatywności! Żyjemy w czasach, kiedy rynek rozrywkowy daję nam tyle możliwości, że aż żal z nich nie skorzystać. Osobiście zrobiłem listę czterech urozmaiceń do typowej imprezy urodzinowej, nie tylko takiej z okazji osiemnastych urodzin. Uprzedzam, lista ta jest otwarta, dlatego nie zamykam się na sugestię, które możecie zamieszczać w komentarzach. No to zaczynajmy!

Nr 1. Zabawy z bronią
Zabawa na strzelnicy z prawdziwą bronią i ostrą amunicją jest najnowszym odkryciem na wieczorach kawalerskich, znaczy tak słyszałem, bo jeszcze na żadnym nie byłem. Wybaczcie, jeszcze nie mogę sam kupować piwa w sklepie i oddawać krwi, także na branie udziału w tego typu zabawach jeszcze muszę trochę poczekać. Strzelanie ze sztucera, bądź karabinka szturmowego zatem odpada. Ale już wspólne wybranie się ze znajomymi(zauważcie, że nie mówię tylko o kumplach, czyli płci męskiej, aczkolwiek nie spotkałem jeszcze dziewczyn przepadających za przepoconymi mundurami i ganianiem się z pistoletami) na rundę paintballa, lub speedballa, bądź scenariusz w ASG nie jest już złym pomysłem. No i ustrzelenie solenizanta z plastikowej kulki w tyłek jest znacznie lepszym sposobem na urodzinowy chrzest niż łojenie paskiem, tylko namęczyć się trzeba mocniej(chyba, że świeżo upieczony dorosły jest raczej szerszych rozmiarów- wtedy prawdopodobieństwo trafienia wzrośnie). A potem, po ciężki wysiłku i obowiązkowym marszu pod prysznic, zwycięska ekipa może sobie łyknąć coś chłodnego. Niezła wizja co?
Nr 2. Niech zwycięży najszybszy!
Kto w pewnym okresie naszego życia nie chciał być Robertem Kubicą. Sam nigdy nie byłem wielkim fanem F1, ale wyczyny polaka w bolidach wykręcających często ponad 300 km/h śledziłem z wywalonym jęzorem. Stąd zrodziła się krótkotrwała fascynacja wyścigami gokartów. Tą miniaturową wersją autka wyścigowego jeździłem może ze trzy razy, bo zabawa do tanich nie należy, ale nie da się ukryć, że gra była warta świeczki. Ten pęd we włosach(dobra, tak naprawdę pod kaskiem), ta świadomość niesamowitej prędkości. Aż szkoda, że ścigało się jedynie ze samym sobą. Ale przecież można to zmienić! O ile na bieganie po lesie nie wszystkim może pasować, tak już mały wyścig po takim torze to już inna para kaloszy(a może kół?). Niektóre lepsze tory oferują specjalne pakiety dla tych, co ścigają się właśnie taką ekipą, słyszałem coś nawet o pamiątkowym pucharku- najprawdopodobniej z plastiku, nie ma co się oszukiwać, ale już jest to jakaś forma pamiątki. To jak, obudziłem w was il demone del veloce?
Nr 3. Nie bądź lamus, zostań włóczykijem!
Ja wiem, że dzisiaj większość z nas więcej czasu spędza siedząc na dupie przed kompem(sam należę do tego szlachetnego gatunku), ale czy nie warto by czasem wyrwać się i zrobić coś innego? Może, wiecie, jakiś mały wypad w nieznane tereny? Zebrać ekipę i wyruszyć przed siebie, a u celu zorganizować doskonałe party? Tak tylko sobie idealizuje, bo już widzę chętnych do targania wszystkich rzeczy potrzebnych do tego, aby rozpalić ognisko, czy przygotować miejsce do spania. No i wybaczcie, nie wszyscy są w stanie leżeć na płask na trawie... Przecież może jeszcze gdzieś tam wleźć mi robal?! Ale jeżeli zaproszeni goście nie mają nic przeciwko, to na co ciągle czekacie? Łapcie śpiwory i hajże w nieznane dzikie ostępy!

Nr 4. Strach się bać- czyli schiza w opuszczonym szpitalu psychiatrycznym.
Osiemnastka z dreszczykiem? Tego jeszcze nie było prawda? Wiecie, coś w stylu głupawego amerykańskiego horroru- wybieracie sie razem z zaproszonymi gośćmi do opuszczonego budynku niedaleko was(upewnijcie się na wszelki wypadek, że nie jest zagrożony zawaleniem. Byłby to kiepski sposób, na koniec imprezy co nie?). Przygotujcie jakieś upiorne dekoracje- odrąbane głowy, sztuczna posoka na ścianach(może być prawdziwa, ale możecie mieć konflikt z prawem), a potem możecie rozpocząć upiorną imprezę. To jednak nie koniec- powierzcie zaufanej osobie ważne zadanie! Niech ubierze maskę Jasona z "Piątku trzynastego" i kiedy wy zgasicie światła, niech dramatycznie wpadnie na środek imprezy i uderzając gumową maczetą ochlapie was sztuczną krwią(może was walnąć prawdziwą maczetą, dlatego lepiej odpowiedzialnie wybierajcie osobę do takiej roli). Znaczy pewnie nie wszyscy znajomi dadzą się nabrać, ale dałem tylko przykład! No, niech wam skoczy trochę adrenalina, nie tylko wtedy, kiedy o trzeciej nad ranem przyjadą kolędnicy!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz