poniedziałek, 5 maja 2014

Smakowy Berlin- czyli co dobrego znalazłem na półkach zachodnich sklepów

Wbrew spotowi emitowanemu dzięki uprzejmości partii Pana Donalda, Polska ciągle w pewnych dziedzinach jest o lata świetlne za innymi państwami Unii. Chociażby w tej najważniejszej- jedzeniu!

Wycieczka za granicę to wspaniała okazja do zwiedzenia zabytków, podziwiania intrygującej architektury, czy też po prostu dobrego spędzania wolnego czasu. Dla mnie jednak ma ona jeszcze jeden dodatkowy wymiar. Nigdy nie potrafię sobie odmówić wycieczki do zagranicznego sklepu z żywnością, aby wypatrywać produktów niedostępnych w naszym kraju. I za każdym razem znajduję coś nowego! Dzisiaj chciałbym się z wami podzielić wrażeniami z produktów kupionych w Niemczech- większość z nich to międzynarodowe marki i są dostępne nie tylko u naszego zachodniego sąsiada, jednak nie o to mi chodziło w trakcie pisania tego tekstu. Liczy się to, że nie można ich zdobyć w naszym kraju.Aha! I nie jest to żaden ranking- kolejność jest przypadkowa.

1. Bifi- czyli coś dla prawdziwych mięsożerców.

O ile mi wiadomo, kiedyś i w naszym kraju można było kupić produkty tej marki, ale najwidoczniej się nie przyjęły. Na półkach za to królują kolejne "Jedynaki" i inne tego typu produkty. Cóż, w porównaniu z nimi Bifi zdecydowanie króluje, zwłaszcza w swojej bardziej bogatej odmianie, w której mięso dodatkowo jest w otoczce z ciasta. Uczucie w trakcie jedzenia jest takie, jakbyście jedli kabanosa w chłodnej bułce- jeżeli macie ochotę na coś słonego, a denerwują już was przetłuszczone chipsy, bądź nie lubicie krakersów, to ta solidna porcja dobrego mięsa jest właśnie dla was! Oprócz tego widziałem wersję 5-paka, zawierającą zwykłe kabanosy bez ciasta. Zapewne tak samo dobre
2. Fanta Exotic

Kolejna porcja narzekań- w Polsce cieszymy się z możliwości wyboru pomiędzy Fantą zwykłą, a tą w wersji Lemon. Nawet nie chcecie wiedzieć, jak dużo urozmaiceń znalazłem w spożywczakach w Berlinie. I o ile wersje Red znałem już wcześniej, tak Exotic wprawił mnie w stan zaciekawienia. Nie czekając wydałem cześć swojej trzydniowej diety na puszkę tego napoju. Jakie w smaku? Najprościej chyba przyrównać do Piccolo, wiecie, ten niby-szampan, który piliście(lub pijecie) w czasie Sylwestra, Ślubu znajomych i w trakcie innych tego typu okoliczności. Mi szczerze powiedziawszy Piccolo zawsze smakowało, ale przecież nie można było się do tego przyznać, bo to wstyd. Fanta Exotic to zatem alternatywa dla osób, którym przypasuje wyjątkowo słodki smak(dla mnie mimo wszystko trochę za słodki) kojarzący się z 31 grudnia.
3. Curly BBQ i inne smakowe chipsy- radość w milionie smaków

Cebulowe, paprykowe,śmietanowe i inne. To warianty smakowe oferowane w polskich sklepach, głównie przez firmę Lay's. Inne chrupki są zdegradowane do swoich podstawowych wersji, dlatego też Curly zawsze będą miały smak orzechowy i tylko orzechowy. Jakie było zatem moje zdumienie, kiedy to w jednym z marketów dostrzegłem nieskończoną liczbę odmian także tych znanych chipsów. Najbardziej rzuciły mi się w oczy chipsy Chio o smaku Bifi(nieźle co?!), oraz Currywurst(prawdopodobnie najlepszy kulinarny wynalazek Berlińczyków). Można uznać to za produkowanie udziwnień i próbę wyciśnięcia z klienta jak największej ilości pieniędzy, ale można to też zaakceptować. Moim łupem wpadły chrupki Curly o posmaku grillowanych przysmaków(czyli BBQ) i muszę powiedzieć, że jest to całkiem niezłe połączenie, bo jednocześnie nie zabija oryginalnego uczucia, za to dorzuca coś nowego. Jeżeli będziecie mieli okazje- spróbujcie!


4. Pringles- czyli "Gdzie oni są!?"
Stwierdzenie, że klasyczne chipsy w tubie nie są dostępne w naszym kraju nie byłoby do końca prawdziwe. Można je przecież kupić w sieci "Piotr i Paweł". Jednak ich cena trochę powala, a i z różnorodnością jest ciężko. Poza tym można je kupić tylko i wyłącznie tam. W trakcie wyjazdu nie było momentu, abym w jakimś momencie nie natknął się na słynne,wąsate logo. Poza tym wariantów smakowych jest multum! Jestem pewien, że codziennie mógłbym kupować tubę chipsów o innym smaku. Trzeba jednak wystrzegać się niektórych cudaków, jak na przykład wersja z solą i octem, produkowana głównie na rynek brytyjski. Jak wiadomo Anglicy raczej nie słyną z dobrej kuchni, czego potwierdzeniem jest praktycznie niejadalność tego wariantu Pringlesów. Jeżeli czytają mnie jacyś Polscy producenci przekąsek(ale sobie wlewam), to apeluje was o reaktywacje tej marki w naszym kraju- przykład Frugo pokazał, że można.
5. Veltins+- mój zwycięzca!
Zbliżam się powoli do słynnej bariery osiemnastu lat, także rodzice pozwolili mi trochę poszaleć i kupić sobie piwo w Niemczech. A skoro czasem zdarzało mi się naginać zasady(mam nadzieję, że nikt z rodziny tego nie czyta:)) to wiedziałem już, co przywiozę sobie do domu. Nie jest to może wariant dla piwnych koneserów. Nie posiada on głębokiej goryczki, nie czuć tutaj kminkowego posmaku, ani warzenia w otwartej kadzi. W Niemczech traktowane jest to, mówiąc kolokwialnie, jak "sikacz". Co z tego!? Mnie i tak on smakuje! Jest to idealne lekkie piwo, kiedy nie chcecie się narąbać jak Messerschmitt, a zarazem szukacie jakiejś smakowej odmiany. Najlepsza jest według mnie odmiana Veltins+Energy, z dodatkiem napoju energetycznego i guarany(której co prawda jest tylko 0.14% w objętości całego produktu, ale nalepka głosi, to piszę). Nawet nie zauważycie, kiedy wypijecie cały sześciopak, może dlatego, że ten napój bogów wlewany jest do butelek 0.33, całkiem jak zwykłe napoje gazowane. I pomimo swojego złocistego koloru powinien być właśnie tak traktowany.

Bywacie czasem za granicą prawda? Napiszcie zatem w komentarzach wasze kulinarne odkrycia. W tym wypadku trawa u sąsiada jest naprawdę bardziej zielona...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz