Nie jestem wielkim fanem tego typu wydarzeń, jak i w ogóle różnego rodzaju show próbujących wypromować jakichś twórców- jak np. X-factor, czy Must be the Music. Tym razem jednak przyjrzałem się jednak Eurowizji trochę bliżej i doszedłem do zatrważających wniosków. To po prostu jest gniot...
Rok w rok telewizje zjednoczone w Europejskiej Unii Nadawców wysyłają do tajnej bazy położonej za słynnymi pomnikami wyrzeźbionymi w Górze Rushmore, zgłoszenia swoich kandydatów do wzięcia udziału w Konkursie Piosenki Eurowizji- w skrócie po prostu Eurowizja. Tam też, z błogosławieństwem marketingowców, artyści mają za zadanie wykonać na żywo trzyminutowy utwór, po czym w każdym z europejskich krajów należących do EUN następuje głosowanie na danego wykonawcę/wykonawczynię, z zastrzeżeniem, że nie można głosować na przedstawicieli swojego kraju. Po czym następuje liczenie głosów, a potem wielka radocha ze zgarnięcia głównej nagrody i ponownie wykonanie zwycięskiego utworu. Kurtyna w dół.
Jak już wspomniałem we wstępie, nie jestem fanem tego typu widowisk. Według mnie to nie wyreżyserowane przedstawienia tworzą legendy, ale zwykłe łuty szczęścia, biegi okoliczności, którym oczywiście należy pomóc ciężką pracą i umiejętnościami, wspieranymi przez wrodzony talent. Dlatego też nie wierzę, że ktoś jest się w stanie wybić jedynie poprzez Eurowizję. Oczywiście są chlubne wyjątki od reguły, jak chociażby zespół ABBA, Celine Dion, czy Edyta Górniak... dobra, z tym ostatnim to pojechałem, bo może i duma narodowa nas rozpierała, ale kiedy rzeczona wykonawczyni pięknie zafałszowała nasz hymn w trakcie jednego z meczów reprezentacji Polski w piłce nożnej(na YouTube jest zapis z tego wiekopomnego wydarzenia) to wiadomo było samo przez się, ze dłużej duma w naszych sercach nie zagości. Pomyślcie zresztą w ten sposób. W Eurowizji i nie tylko nie liczy się to, czy powalasz publikę techniką, talentem, o tekście utworu nawet nie wspominając. Jak można pokazać pełnię swoich możliwości jednym, trzyminutowym utworem? Wiecie ile dobrych utworów nie mieści się w granicy trzech minut?
Wracając jeszcze do naszych rodaków reprezentujących nas w tym "wyjątkowym" show. W tym roku z dumnie wypiętą piersią reprezentuje nas Donatan z piosenką "My Słowianie". Cóż burza wokół tego utworu, a raczej niesławnego teledysku do niego, zdawała się zanikać, wystawienie rapera i jego grupy tancerek na międzynarodowej scenie ponownie wywołało zainteresowanie mediów. Ja zauważyłem natomiast pewne bardzo dziwne zachowanie. O ile przed konkursem większość opinii w Internecie była skrajnie negatywna i dało się słyszeć głosy wyśmiewające, tak ostatnio, gdy ekipa przebiła się do półfinału, nastąpiło chwalenie i wynoszenie pod niebiosa. Co się stało? Ja wiem, że łaska pańska na pstrym koniu jeździ, no ale internetowi hejterzy raczej rzadko odpuszczają. Widać zatem, jak łatwo pod presją potrafimy zmienić zdanie. Teraz, kiedy jest szansa coś osiągnąć i wygrać, odkładamy własne poglądy na bok i kiwamy główkami tak, jak nam media każą. A wszystko przez to, aby nie wygrało brodate monstrum z Austrii...
Conchita Wurst. Gdyby ktoś parę dni temu spytał mnie, z czym mi się to kojarzy, powiedziałbym, że pewnie jest to jakaś marka kiełbas, bądź pseudonim artystyczny jakiejś pornogwiazdy. Jak pokazuje rzeczywistość w tym drugim wypadku wcale nie jestem daleko od prawdy. Cóż, powinniście docenić moje poświęcenie, ponieważ dla dobra tego artykułu zdecydowałem się posłuchać, co ten/ta artysta/artystka nagrała na tegoroczną edycję. Ok, nie brzmi to źle, tylko czułem się trochę dziwnie nie mogąc dopasować jego/jej głosu .Wiecie, miałem takie wrażenie, jakbym pierwszy raz słuchał Justina Biebera- face to czy bab!? Na początku brzmi to jakby śpiewał jakiś indie rockowy zespół, potem zajeżdża trochę Tiną Turner. No i jestem w kropce. Cóż, tegoroczny konkurs wygrają zatem roznegliżowane tancerki przebrane w stroje ludowe z XIX wieku, bądź kobieta z brodą o niedającym się dopasować głosie. Czy wspominałem coś o upadku kultury?
| RAAAAK OCZUU!!! |
Nie chcę jednak ujednolicać. Na pewno na tym, jak i na wcześniejszych festiwalach pojawiali się artyści godni uwagi, nieoszlifowane diamenty, które gdyby je podszkolić i wypromować mogłyby stanąć na piedestale muzycznych gwiazd. Kiedy jednak show nastawiony jest głównie na sensację, a nie na rzetelną ocenę umiejętności, to jego poziom znacznie spada. Tak samo było z "Mam talent", do którego przykleiła się łatka programu, w którym wystarczy mieć w granicach od czterech do dwunastu lat i umieć śpiewać, aby przejść dalej. Przynajmniej tak było w czasach, kiedy jeszcze to śledziłem. Mój stosunek już znacie, jak zawsze zatem czekam na wasze komentarze, które są dla mnie cenniejsze niż białe złoto. I pamiętajcie! Nie dajcie się nabrać na wszystko, co widzicie w telewizji!!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz