O zjawisku gwałtownego wzrostu popularności po śmierci artysty słów kilka.
Kiedy obudziłem się rano, świat obiegła informacja, że on umarł. Kamera pokazywała zrozpaczonych ludzi na ulicach, składających kwiaty i wspólnie się modlących. Dziennikarze rozmawiali o przyczynach tragedii i czy można było jej uniknąć. Każdy tamtego dnia odczuwał w swoim sercu jakiś rodzaj pustki. Każdy oprócz dwóch rodzajów osób- ludzi, którzy za cholerę nie wiedzieli, kim jest Paul Walker? Oraz producentów filmowych, którzy być może utracili szybką,wściekłą i znaną twarz, ale za to na pewno uda się z tej straty wycisnąć całkiem sporo kasy.Patrick Swayze, Amy Winehouse, Whitney Houston, Michael Jackson, Paul Walker. To tylko kilka ze znanych postaci, których nie ma już na tym łez padole. Gwiazdy przedawkowywały narkotyki, jeździli swoim Porsche ze zbyt dużą prędkością, nie mogli wyjść ze swoich nałogów, wreszcie weszli w niewłaściwe kontakty z niewłaściwymi ludźmi. Ich śmierć zdziwiła miliony osób, zwłaszcza jeżeli chodzi o osobę Michaela Jacksona, który był chyba najbardziej rozpoznawalnym i najbardziej zdolnym z wyżej wymienionego grona osób. Do dziś pamiętam, jaki przeżyłem szok, kiedy miał do mnie przyjechać kuzyn i mieliśmy przyjemnie spędzać weekend, gdy rano do mojego pokoju weszła mama i powiedziała, że mój muzyczny idol nie żyje. Pierwsze uczucia? Zabrzmi to sztampowo, bo niedowierzanie. Zwykły brak zdolności do uświadomienia sobie faktu, że kogoś już nie da się zobaczyć na żywo, przypadkiem spotkać w kawiarni, czy oglądać nowe wywiady w telewizji(dobra i tak były to sytuacje mało prawdopodobne, ale jednak możliwe!). Potem cały świat na krótką chwilę pogrążył się w żałobie, odsłuchując śpiewającego Króla Popu. A potem, nie wiadomo skąd, łamiąc wszelkie prawa natury, Michael Jackson powstał z martwych i zaczął wydawać nowe utwory...
Genialność Jacksona polegała na tym, że nie wydawał piosenek, które były słabe. Można go nie lubić jako człowieka, w końcu jest to postać dosyć kontrowersyjna(do tego jeszcze dojdziemy), ale artystą był jedynym w swoim rodzaju. Piosenki nagrywał prosto z głowy, ruchów tanecznych nie nagrywał ani nie ćwiczył przed lustrem, chcąc wypadać jak najbardziej naturalnie. Perfekcjonista w każdym calu. Dlatego tak wiele nowych utworów zostało nagrane, ale nigdy nie ujrzało światła dziennego. Najwyraźniej MJ nie uznał ich za wystarczająco dopracowane, nie zmieściły się na największych płytach, bądź po prostu coś było z nimi nie tak. Po jego śmierci jednak producenci muzyczni postanowili ujawnić je światu. Na dniach w sieciach sklepowych ma się pojawić płyta zatytułowana "Xscape", trzeci krążek, który pojawił się już po śmierci Króla popu. Nie należy również zapomnieć o filmie "This is it", który pokazywał przygotowania do największej trasy koncertowej artysty(50 koncertów- coś strasznego dla kogoś, kto był w tak słabym stanie jak on), oraz miliona gadżetów. Z jednej strony podoba mi się to, bo to jest świetny kawałek dobrze skomponowanej muzyki i dobry materiał filmowy, z drugiej strony budzi to pewne kontrowersje. Wiecie, zamiast inwestować w nowe muzyczne talenty(inwestować, nie produkować gwiazdeczki Disney Channel) wolą zainwestować w coś pewnego, coś co dobrze się sprzeda. Tylko czy nie zepsuje przy okazji to obrazu perfekcjonisty, za którego uchodził MJ? Chociaż podoba mi się mit artysty nieśmiertelnego, który nawet po opuszczeniu tego świata dalej daje nam coś od siebie.
O zmarłych powinno się mówić albo dobrze, albo wcale. To niepisane prawo bardzo dobrze opisuje zakłamanie mediów w dzisiejszych czasach. Wiecie, jednego dnia jesteście pijakiem, gnojem i pyszałkiem, a drugiego już swoją twórczością odmieniliście życie milionów ludzi. Amy Winehouse? Zapijaczona gwiazdeczka, nie mogąca poradzić sobie ze swoim nałogiem- kobieta wyzwolona, walcząca ze stereotypami. Michael Jackson? Pedofil i kosmita, szpecący się kolejnymi operacjami plastycznymi- wielki artysta, nieśmiertelny Król popu. Można by tak wymieniać i wymieniać. Wyłania się z tego wszystkiego dość ponury obraz świata, który kiedy ktoś osiągnie sukces szuka dziury w całym i śledzi każdy Twój krok, czekając tylko aż się potkniesz, a kiedy już umrzesz wyniesie Cię na piedestał.
Szukasz sposobu, aby się wybić? Chcesz być znany i mieć tłumy piszczących fanek? To proste! Musisz zrobić tylko dwie rzeczy. Być niesamowicie kontrowersyjny, obrażać ludzi dookoła Ciebie i łamać kowenanse, a następnie umrzeć w spektakularny sposób. Myślicie, że to nie działa? Cóż, koszulki i płyty z Nirvaną sprzedają się do dziś...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz