niedziela, 6 kwietnia 2014

Kącik Melomaniaka: Kanapowcy, czy podróżnicy?

Czyli jaki sposób jest lepszy w kontemplacji muzyki: spokojny pobyt w domu, czy raczej zabijanie nudy w trakcie podróży     Przyznam się, że nigdy nie mam w domu dość czasu na to, aby przesłuchać wszystkie inspirujące, piękne czy po prostu fajne utwory. Nie potrafię jednocześnie słuchać muzyki i robić coś innego związanego z myśleniem, na przykład obliczać deltę, zastanawiać się, o co chodziło Mickiewiczowi, czy znajdować znaczenie słowa yaodong na angola(polecam, sprawdźcie czego muszę się uczyć!). Przez to w ciągu doby pozostaje mi niewiele czasu na cieszenie się muzyką. Jednak z drugiej strony słuchanie utworów w trakcie poruszania się komunikacją miejską to jednak nie jest to samo, zwłaszcza, kiedy mamy wątpliwą przyjemność poruszania się w nie najnowszych modelach tramwajów, które hałasują jak zepsuty Suchoj przy próbie startu. Wtedy nie ma zmiłuj, trzeba wybierać pomiędzy posiadaniem zdolności do odbierania dźwięków z otoczenia w przyszłości, a dźwiękiem innym niż wszechobecny zgrzyt metalu. W trakcie jednej z takich wypraw środkiem miasta w mojej głowie zrodziło się pytanie: Gdzie lepiej jest słuchać muzyki, w domowym zaciszu, czy w trakcie poruszania się?
     Dzięki słuchawkom i przenośnym formatom nie jesteśmy już więcej niewolnikami gramofonów. Wreszcie możemy wyjść z naszą muzyką na zewnątrz. Jest to według mnie coś niesamowitego, bo dzięki temu otaczająca nas rzeczywistość zmienia się w naszej podświadomości w zupełnie inny świat. Ja nie potrzebuję narkotyków! Wystarczą mi słuchawki, twórczość Hendrixa i spacer Deptakiem, żeby przenieść się w inny świat. Poza tym nie wyobrażam sobie długiej podróży samochodem(coroczna wycieczka do Włoch- ponad 10 godzin w samochodzie), bez przygotowanej playlisty, pozwalającej mi się odciąć od niewygodnej i ciasnej rzeczywistości automobilu. Poza tym to całkiem przyjemne oglądać świat za oknem z podkładem "Master of Puppets".

     Nie można jednak odmówić pewnego rodzaju magii słuchaniu muzyki w samotności. Wiecie, wkładacie ulubioną płytę do odtwarzacza, izolujecie się od reszty mieszkańców i po prostu chwytacie niemal namacalne dźwięki- Ci, którzy posiadają jeszcze dodatkowo adapter i płyty winylowe mogą poczuć w powietrzu zapach starych Marlboro, a ściany ich pokoju mogą dodatkowo zacząć tracić kolory. Wiecie, ten powiew oldschoolu(sam nie jestem dość bogaty na takie cudo, ale może w przyszłości). Sama piosenka może nawet się w takich momentach zmienić, na jaw mogą wyjść szczegóły, których wcześniej nie dostrzegaliśmy, jakieś ukryte słowa, bas schowany gdzieś za brzmieniem gitary. Czasem w naszym życiu potrzebna jest taka chwila ciszy(albo hałasu, zależy czego słuchamy).

     Co jednak jest lepsze dla muzyki? Odpowiedź nasuwa się sama, ale spróbujmy jednak jeszcze podrążyć. Muzyka w terenie ma jeden zasadniczy plus- każdy z nas zazwyczaj posiada przy sobie tak dużą bibilotekę tytułów, że możemy dopasować muzykę do każdego nastroju. Nie ma wtedy czasu, aby wrócić do domu i puścić sobie winyla,nie, ja potrzebuje pomocy tu i teraz! W takich momentach nic nie jest tak w stanie pomóc jak SoaD z ich "Lonely Day"; zwłaszcza puszczane w trakcie podróży autobusem. Odkładające jednak na bok sentymentalizm, jeżeli cenimy sobie dobrą muzykę, to powinniśmy znaleźć w domu chwilę czasu na przesłuchanie jakiegoś dobrze znanego utworu. Może dzięki temu, odkryjemy w nim coś, czego wcześniej wydawało się tam nie być.

1 komentarz:

  1. Ważne, by po prostu słuchać muzyki. Cieszyć się nią, a jednocześnie być wobec niej krytycznym. A gdzie..? To sprawa drugorzędna:)

    OdpowiedzUsuń