Ponieważ nie zawsze treść filmu jest wyznacznikiem jego targetu.
Czy wam również zdarzają się takie sytuacje, że mając do wyboru amerykańską komedię z Adamem Sandlerem, opowiadającą jakąś niezbyt interesującą historię, a animacje od magików z Pixara lub Dreamworks, szliście na to drugie? Możecie teraz zaprzeczać i śmiać się ze mnie, jednak ja wiem swoje i najprawdopodobniej Ty też! Bo widziałem Cię cwaniaczku jak wybierałeś się na "Lego: Przygodę" zamiast na "Co jest granę, Davis?". Także teraz nie oszukuj i nie machaj przecząco głową.Zacznij jednak od samego początku. Co sprawia, że komedię tworzone za pomocą komputerów są tak dobrze przyjmowane nie tylko przez najmłodszych, ale także nieco starszych widzów? Przede wszystkim filmy te na przestrzeni czasu ewoluowały. Zapytajcie się swoich rodziców, czy dobrze się bawili, kiedy zabierali was do kina na Kubusia Puchatka czy inne tego typu dzieła kinematografii. Możecie przy okazji poznać typ swoich rodziców, ponieważ albo będą udawać i kiwać przytakująco głową(wtedy musicie zacząć uwagą na wszystko co oni mówią), albo po prostu przyznają szczerzę, że film im się podobał, ale nie był żadną rewelacją. Mądrzy producenci filmowi z Walt Disney Company i Paramount Pictures zauważyli ten problem i postanowili coś z tym zrobić. W końcu jeżeli dobrze przy ich produkcjach będą dobrze się bawić nie tylko dzieci, ale też dorośli, to na pewno dobrze wpłynie to na finansowe słupki. Zostawiając jednak takie cyniczne podejście do sprawy, możemy wspomnieć również o tym, że dzieci, czyli główna publiczność tego typu produkcji, staję się coraz bardziej wymagająca. W końcu w takim zalewie informacji i różnego rodzaju mediów(ja już nie odnajduję się w nowym Cartoon Network, ale młodsze pokolenia oglądają te dziwactwa w ten sam sposób, jaki ja to robiłem.) animatorzy muszą się naprawdę postarać, aby czymś młodego widza zaskoczyć.
Proste bajki zatem stały się bardziej wyrafinowane. Znajdzie się w nich i miejsce na dowcipy podrywające dzieciaki z krzeseł, ale również dorosłych, do których twórcy raz po raz puszczają oko. Polityczne odniesienia w "Shreku", fenomenalny "Madagaskar" i tak dalej. W moim własnym domowym słowniku zalęgły się już na stałe kwestie bohaterów z "Wpuszczonego w kanał"; czy wspomnianej przygody bandy zwierząt, która wyrwała się z zoo by przeżyć przygodę swojego życia.
Pozostając ciągle w temacie, ale zbaczając trochę z głównego toku myślenia, zanim jeszcze przejdę do jakiejś błyskotliwej i śmiesznej puenty. Na rynku filmów animowanych tak naprawdę karty rozdają te dwie wielkie wytwórnie- Pixar i Dreamworks. Jeżeli ktokolwiek się ze mną nie zgadza, najprawdopodobniej oglądał ostatnio jedynie niezależne produkcje, powstałe w wyniku kooperacji kazachsko-mongolskiej. Nie będę ukrywał także, że znacznie większą sympatią i szacunkiem darzę pracę ludzi z Pixara. Patrząc na dokonania tego studia, można by dojść do wniosku, że po prostu nie tworzą oni słabych filmów. "Dawno temu w trawie";"Toy Story 1,2,3";"Potwory i spółka";"Auta";"Ratatuj";"Wall-e". Nie wspominając przecież o "Gdzie jest Nemo?" czy "Odlocie". Niech podniesie rękę ten, komu nie podobała się jakiś z tych filmów- najprawdopodobniej nie ma młodszego rodzeństwa, jest samolubnym,snobistycznym i egoistycznym bubkiem. Inaczej sprawa ma się jednak, kiedy twórcy tworzą kolejne części wyżej wspomnianych tytułów, to nie jest już tak różowo, chyba że mówimy o "Toy Story"- tam każda część trzyma wysoki poziom. Jednak "Auta 2" i "Uniwersytet Potworny" nie są już tak wciągające jak oryginały. Może Dreamworks tworzy znacznie więcej produkcji, jednak kto dzisiaj pamięta o "Mrówce Z";"Sindbadzie: Legendzie pięciu mórz" czy "Megamocny". Niestety, to nie ta liga, chociaż nie da się ukryć, że tworzą oni przecież tak wspaniałe produkcje jak wspominane "Shrek";"Madagaskar" czy "Kung-fu Panda".
Filmy animowane nie będą najprawdopodobniej nigdy na tym samym poziome artystycznym co filmy grane przez aktorów. Jedna nie można odmówić im magii i zdolności do przekazywania wielu pozytywnych wzorców, tworzenia niekonwencjonalnych scenariuszy i przede wszystkim tej niesamowitej zdolności do umieszczania szerokiego uśmiechu na naszej twarzy, nawet w momentach największego smutku. Kiedy zatem następnym razem zobaczysz kogoś powyżej dwunastego roku życia, idącego na film animowany, bez kogoś przypominającego młodsze rodzeństwo, to nie śmiej się tylko pokiwaj, bo najprawdopodobniej będę to ja.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz