Wbrew pozorom z roku na rok jest u nas coraz lepiej!
Linkin Park, Iron Maiden, Depeche Mode, David Guetta, Snoop Dogg(Lion), Kasabian. Wszystkie te znane zespoły szczęśliwcy, którzy nabyli bilet, będą mieli okazję zobaczyć na żywo na scenie. I nie odbędzie się to tak, jak miało to miejsce jeszcze kilka lat temu, kiedy moja mama, chcąc po raz pierwszy pójść na koncert zespołu Bon Jovi, zmuszona była pojechać za naszą zachodnią granicę i zająć miejsca na najdalszej z najdalszych możliwych trybun. Teraz nareszcie, po wielu latach narzekań i kpin, możemy wreszcie wyprostować swoje zgięte karki i powiedzieć: "Należymy do cywilizowanego, muzycznego świata".No bo trzeba przyznać, nie było lekko. Jeżeli AC/DC, Metallica, bądź Guns'n'Roses ogłaszali trasę koncertową po Europie, to najczęściej omijała ona nasz kraj szeroko, co mogło sprawiać wrażenie ucieczki przed dżumą, albo inną cholerą. Gdzieniegdzie oczywiście pojawiały się w naszej historii takie tuzy jak Red Hot Chilli Peppers, czy wspomniane elektryczne kangury, ale były to raczej wyjątki od reguły, koncertowe święto, na które rzucaliśmy się wygłodniali, niczym postujący tygrys na spasionego amerykańskiego obywatela.
A teraz? Teraz nareszcie jest jakoś bardziej po ludzku i możemy, niczym wielkopańscy lordowie, wybierać sobie, na czyj koncert się wybierzemy. Metallica, Alice in Chains, Motorhead, 30 second to mars(nie jestem fanem tego zespołu, ale słyszałem, że robi furorę u nastolatek, więc to zawsze jakiś sposób na nabicie licznika wyświetleń:)). Czy komuś potrzeba lepszej rekomendacji na to, że nareszcie wychodzimy z cienia i jesteśmy traktowani na równi z innymi. Z drugiej strony ekscytuję się tak, jakby oznaczało to uzyskanie jakiegoś szczególnego przywileju, niedostępnego dla nikogo innego. Podążając tym tropem powinienem teraz krzyczeć: "Uważaj jak chodzisz plebsie! Teraz ja się tutaj liczę" i bezprecedensowo zajmować miejsca w autobusach, bądź wpychać się przed kolejkę. Tylko wtedy obywatele takich krajów jak Anglia, Niemcy, czy nawet poczciwe Czechy, spojrzą na mnie jak na chłopa, który wbija w brudnych buciorach do szlacheckiego dworku i zachowuje się, jakby wszystko mu się należało. Tak więc nie cieszmy się za bardzo, bo prawda jest taka, że wciąż jesteśmy sto lat za murzynami w niektórych kwestiach. Mnie chociażby dobijają ceny biletów, widniejące na stronach Eventim'u, czy LiveNation. Cóż, jak to mówią, w życiu nie ma nic za darmo. Widocznie spełnianie życzeń też kosztuje...
Może jednak warto posłuchać 30 Seconds To Mars (z naciskiem na posłuchać) - teksty są super!
OdpowiedzUsuń