Czyli dlaczego jedni mogą grać w naszym życiu od zawsze, a inni odchodzą w zapomnienie
Sytuacja przedstawia się następująco- ja kontra mój znajomy. Konflikt stary jak świat, rap kontra rock. I argumenty, prawie zawsze takie same. Że rock to tylko dla białych, riposta- A Hendrix to kto? Rap= pożywka dla czarnoskórych bandytów z bronxu i tak dalej. Nie warto tutaj przywoływać całej dyskusji, bo jak to zazwyczaj z nimi bywa, nie zakończyła się ona ani uznaniem racji jednej ze stron, ani chociażby złagodzeniem poglądów. Ot zwyczajny pat. Co jest jednak ważne i co zainspirowało mnie do napisania tej części kącika to jedna szczególna kwestia poruszona w trakcie tej dyskusji. Chodziło mianowicie o argument, że gwiazdy rocka znacznie dłużej utrzymują wysoką popularność.
W sumie ciężko się z takim argumentem nie zgodzić. Powiedzcie mi gdzie jest, o ile jeszcze żyje, MC Hammer? Koleś, który nagrał wyjątkowo miodny kawałek "Can't touch this" i praktycznie zniknął na linii horyzontu, jak nie wysilając się na rozbudowane porównania, malezyjski Boeing. Nie da się jednak zaprzeczyć, że taka sytuacja nie dotyczy tylko piosenkarzy w luźnych spodniach i obwieszonych łańcuchami jak choinka. Zespołów znanych tylko z jednego kawałka jest multum. Midnight Oil(Beds are burning) na przykład, albo Carly Rea Jepsen z jej "Call me maybe". Nagrała ona jeszcze coś oprócz tego?
Myślę, że właśnie po czymś takim można poznać prawdziwy talent. Bo chwytliwa piosenka może być kwestią szczęścia, lub, zwłaszcza w dzisiejszych czasach, wylansowania przez wytwórnie płytowe i stacje radiowe. Koronnym przykładem jest tutaj grupa Wham!; która ciągnięta była głównie przez Geogre'a Michael'a, a po jego odejściu została rozwiązana. Tak samo Guns N' Roses= Axl i przyjaciele. Z drugiej strony mamy taki ewenement jak Rolling Stones, który w historii muzyki jest czymś naprawdę nie do pobicia! Dawać radę tyle lat grać na scenie, tworzyć nowe kawałki, to bezwzględnie zasługuję na uznanie. Co z tego, że Mick Jagger wraz z Keithem Richardsem muszą dostawać tlen przed każdym utworem. O Ozzy'm Osbourne nie wspominając nawet(artykuł o chlaniu i braniu szykuje za tydzień).
Z trzeciej strony patrząc jednak, to gra i twórczość takich zespołów jak Metallica, AC/DC, wspomniani Stonesi, to już tylko melodia przeszłości, gitarowy riff pobrzmiewający gdzieś z dawnych, dobrych dla rocka lat. Czy "Death Magnetic" może w jakikolwiek sposób równać się z "Master of Puppets"? "Black ice" z "Highway to Hell"? A jeszcze gorzej wygląda sytuacja, kiedy spojrzymy na żeńskie piosenkarki. Karkołomnym przykładem jest tutaj Madonna, niegdyś kontrowersyjna królowa popu, teraz walcząca z otaczającymi ją zmianami i bezskutecznie próbująca przystosować się do nowych warunków, w swoich działaniach wzbudzając jedynie pobłażliwe i lekko sarkastyczne uśmieszki. Czy zatem ci najwięksi nie powinni, kierować się maksymą z jednej z piosenek zespołu "Perfect"= "Trzeba wiedzieć kiedy ze sceny zejść niepokonanym"? Dodam tylko, że autor tych tekstów wciąż gra, a niepokonany to niestety już nie jest. Przegapił Pan swój moment, Panie Markowski.
Czy w dzisiejszych czasach ciągle możliwe są takie wiecznie trwające kariery? Niestety nie, coraz częściej przekładamy ilość artystów nad ich jakość. Teraz każdy, kto wrzuci filmik, na którym gra na gitarze i śpiewa, staję się artystą(to prawie tak, jak każdy napiszę coś w necie i staję się blogerem, taka tam autoironia :)). Psy, wspomniana Carly Rea Jepsen, LMFAO. Wszystko to tak zwane jednostrzałowce, gwiazdy o krótkim terminie zdatności do spożycia. Wszystko przez to, że żyjemy w ciągłym pośpiechu. W dzisiejszych czasach grupy tak zasłużone dla muzyki jak Pink Floyd nie odniosły by sukcesu- ich utwory są po prostu za długie. W swoim poszukiwaniu wygodnych rozwiązań zamieniliśmy CD na MP3, ale także Freddy'ego Mercury na Justina Biebera.

dyskusja o muzyce jest niebezpieczna.. zawsze. ;>
OdpowiedzUsuńpozdrawiam :)