środa, 5 lutego 2014

Powrót do Gotham City- Recenzja Batman: Arkham Origins



Fabuła:
Arkham Origins jest prequelem do poprzednich dwóch części przygód Mściciela z Gotham. Wszystko dzieje się w pewną długą noc Bożego Narodzenia, w czasach, kiedy jeszcze Batman znany był bardziej jako miejska legenda, jak aligatory w kanałach Nowego Jorku, niż obrońca uciśnionych wyjęty spoza prawa. Wszystko kręci się wokół zorganizowanego przez Czarną Maskę polowania na Nietoperza, za którego głowę wyznaczył nagrodę w wysokości 50 mln. dolarów. W łowach oprócz zwykłych bandziorów zamierzają wziąć udział tak niebezpieczne jednostki jak Bane, Deadshot, czy Deathstroke. Jednak jak zawsze cała historia ma drugie dno, w które zamieszany jest pewien osobnik, o niezwykle szerokim uśmiechu.
Muszę przyznać, że cała historia została dobrze napisana. Będziemy śledzić dojrzewanie Batmana jako obrońcy miasta, jego upadki i wzloty, a także genezę konfliktu z Jokerem, poznania z pewnym policjantem itd. Dla miłośników serii kopalnia informacji, dla innych dobry motywator do dalszych działań.
Rozrywka
Wszystko co czytaliście wcześniej na innych serwisach o powtarzalnej rozrywce jest prawdą. Arkham Origins jest w dużej mierze kalką Arkham City, z nieco większym otwartym światem i kilkoma nowościami, które jednak nie są niczym przełomowym. Skupmy się zatem na tym, co nas w grze zaskoczy. Pojawiły się nowe gadżety Nietoperza: Wystrzeliwany hak, łączący elementy otoczenia takie jak gaśnice, czy wybuchające beczki z przeciwnikami, bądź samych złoli.  Zestaw ten zastąpił również tyrolkę, przez co tym razem nie będziemy mogli poruszać się na aż tak duże odległości jak ostatnio. Z kolei elektryczne rękawice to jest coś, co wyjątkowo przypadło mi do gustu. Po odpowiednim natłuczeniu wszystkim tym, którzy rzucają się na nas z pięściami lub kijami, możemy odpalić te dwa cacka, które dają nam gigantyczną przewagę. Ciosy stają się mocniejsze, przenikamy przez pancerze ciężej uzbrojonych przeciwników i tarczę, robimy ogólną demolkę i możemy poczuć się, jak ktoś, kto faktycznie jest największym madafakerem w Gotham! Po drugie: Jaskinia Batmana. Namiastkę tego mieliśmy już w pierwszej części, ale dopiero teraz możemy autentycznie zwiedzić lokum pod posiadłością Wayne'ów. Uprzedzam was- jest sporo do odkrycia. Po trzecie: Rozwój- ponownie po osiągnięciu pewnego poziomu doświadczenia wybieramy, które zdolności- działania stealth, czy raczej walki w zwarciu- zamierzamy ulepszyć, ale autorzy postanowili urozmaicić tą formułę, poprzez dodanie specjalnych wyzwań(na przykład skontrowanie ataku przeciwnika podczas "rozwałki"), po wypełnieniu których dostajemy coś specjalnego. Po czwarte: System szybkiej podróży. Zwiększenie świata gry musiało skutkować tym, że zgodnie z modą panującą w gatunku sandboxów pojawi się system, mający za zadanie szybko przerzucać nas z jednej części miasta do drugiej. Tutaj rolę tę pełni Batwing, jednak aby kursować pomiędzy Coventry a dzielnicą brylantów, musimy wcześniej dezaktywować nadajniki w wieżach radiowych kontrolowanych prze Enigmę. Standard w gatunku.
Cała reszta natomiast: system walki, zadania dodatkowe, akcje "po cichu", nie uległa większym zmianom. Jeżeli szykowaliście się na coś absolutnie nowego, ryjącego banię jak otwarty świat w Arkham City, to możecie się srogo zawieść. Jest jeszcze jedna rzecz, którą zaobserwowałem w trakcie rozgrywki. Wydaję mi się, że przeciwników, z którymi Batman będzie się mierzył, jest znacznie więcej niż ostatnio, a w dodatku pojedynki z nimi stały się trudniejsze. Ginąłem w starciach zdecydowanie częściej niż w poprzednich częściach, nieprzyjaciele bija nas ze zdecydowanie większym animuszem, a denerwujące typy wrogów doskonale spełniają swoje zadanie i skutecznie przeszkadzają w wykonywaniu płynnej kombinacji.
Przeciwnicy
Bandyci w Arkham Asylum stanowili zazwyczaj mięso armatnie, wiecie, takie popychadła wysyłane po to, abyśmy się nie nudzili. W części drugiej ich zróżnicowanie wzrosło, dołączyły typki w pancerzach, wrogowie z paralizatorami, czy najbardziej denerwujacy- Tarczownicy. Ostatnia część przyniosła- podobnie jak z rozgrywką- rozwinięcie starych idei. Pojawią się wszystkie znane wcześniej typy nieprzyjaciół, do których dołączyły nowe- zwinny wojownik. Jest to specjalnie wyszkolony przez bossów półświatka zły odpowiednik Jackie Chana, na którego trzeba szczególnie uważać, zwłaszcza w przypadku, gdy musimy kontrować jego ataki, a także zwykli kieszonkowcy wzmocnieni przez Venom, przez co znacznie urośli i stali się silniejsi i trudniejsi do pokonania. Jednak co to jest dla Batmana?
Technikalia
Całe szczęście, że pojawiła się już nowa generacja konsol, ponieważ grafika zwyczajnie już nie powala tak jak kiedyś. Batman trzyma wysoką średnią, nie dostrzegłem nigdzie rozmytych tekstur, czy jakiś wyjątkowo kłujących w oczy błędów otoczenia, jednak jednocześnie jakość oglądanych miejscówek nie rzuca na kolana i nie wyrywa z naszych gardeł okrzyków radości i niedowierzania. Potraktować Batman Arkham Origins należy jako zwykłą, konsolową średnią pod względem nie tylko obrazu, ale także i muzyki. Muszę szczerze przyznać, że pomimo bycie melomanem(bądź melomaniakiem), żaden z utworów nie zapadł mi głębiej w pamięć, co może oznaczać, że albo zbytnio wciągnąłem się w akcje na ekranie, albo po prostu nie było czego słuchać.
  Co się nie podobało 
Dlaczego Batman, jeden z najbardziej zwinnych zakapiorów, nie jest w stanie przeskoczyć maleńkiego murka na dachu budynku, na który przed chwilą się wspiął? Dlaczego ciała pokonanych wrogów, gdy ich liczba jest zbyt duża, potrafią zniknąć na naszych oczach? Jak to jest, że multiplayer na xboxie jest płatny? Cóż, co do dwóch pierwszych są to zapewne znaki pewnych ograniczeń sprzętowych, o których opowiedziałem już w poprzednim akapicie, natomiast polityka Microsoftu to temat na dłuższą dyskusję.  Nie podobać się może również ślepota przeciwników, którzy nie widzą protagonisty oddalonego od nich o trzy metry wprost, bądź o kilka metrów w górę. Nie rozumiem, nie dało się podkręcić poziomu wykrywalności niczym z Far Cry'a 3, gdzie naprawdę trzeba było mocno uważać?
Werdykt
Zapchajdziura, ale za to jaka dobra. Nie wnosi nic nowego, nie jest przełomem, ale za to gra się w nią naprawdę przyjemnie. Jeżeli nie możecie się doczekać pełnoprawnych przygód Nietoperza od ekipy Rocksteady Studio, to Arkham Origins będzie dla was idealnym rozwiązaniem!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz