czwartek, 20 lutego 2014

Co dalej Ukraino?

Nie nadaję się na politycznego komentatora, ale chcę rzec coś od serca. Uwaga! Tekst jest poważny(bez ironii i sarkazmu.)
   Jak już powiedziałem we wstępie, nie znam się kompletnie na polityce, więc proszę, nie traktujcie tego, co teraz napiszę jako profesjonalną opinię, a ludzi, którzy się na tym temacie znają, proszę o wyrozumiałość.
   Nie ma dnia, abyśmy nie byli bombardowani informacjami zza naszej wschodniej granicy. Każdego dnia na ulicach Kijowa toczy się regularna wojna, która co gorsza z dnia na dzień staję się coraz gorsza. W dniu, w którym to piszę, liczba ofiar waha się od sześćdziesięciu do stu. Unia Europejska pozostaję bezradna, rozwiązanie problemu staję się niemal nierealne.
   Co ja czuję? Zażenowanie, ale nie postawą ukraińskiego ludu, walczącego o swoje prawa. Jestem zażenowany samym sobą. Bo jak inaczej powinien się czuć każdy normalny człowiek, oglądający te potworne wiadomości w wygodnym fotelu, w dodatku z uszykowaną kolacją na talerzu. Przecież powinienem teraz rozpaczać, załamywać ręce, co najmniej paść na kolana i się modlić. A zachowuję się tak, jakbym nie miał serca. Sądzicie pewnie, że piszę to tylko i wyłącznie po to, aby podbić sobie liczbę wyświetleń, lub żeby po prostu napisać kolejny post. Więc powiem wam: nie. Ja naprawdę się boję i cierpię, patrząc na to co dzieje się w stolicy Ukrainy. Najgorsze jest w tym wszystkim, że przeciętny obywatel nie może nic zrobić, wszystko jest w rękach panów na stołkach, do których nie mam zaufania.
   Jest jeszcze jedna rzecz. Wszyscy skupiliśmy teraz swoją uwagę na Ukrainie, głównie z powodu narastającej agresji sił bezpieczeństwa. Jednak jeżeli uważnie śledziliście ten temat, to zapewne zauważyliście przerwę w dostawie informacji, w sensie przez pewien okres czasu zrobiło się o Majdanie cicho. Zadaję sobie zatem pytanie? Czy Ukrainę czeka losy Syrii? W tym państwie przecież bez przerwy trwa otwarta wojna domowa, ofiar jest znacznie więcej, niż tych na Ukrainie, a mimo to w tym temacie jest cisza.
   Odpowiadam zatem: Nie, o drastycznych scenach w Kijowie nikt nie zapomni. Państwo to znajduję się w ważnym strategicznym miejscu, może być poważnym partnerem dla Unii Europejskiej, a co najważniejsze, są znacznie bliżej niż zapomniane arabskie państwo. Czy to jednak nie zwiększa syryjskiej tragedii?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz