piątek, 20 czerwca 2014

Afera taśmowa- nadszedł czas, by się bać?

Nie lubię pisać o polityce, ale ostatnie wydarzenia wykraczają daleko poza sferę walki o władze...

Kilka dni temu redakcja tygodnika "Wprost" ujawniła nagrania rozmów prezesa Narodowego Banku Polskiego Marka Belki i Ministra Spraw Wewnętrznych Bartłomieja Sienkiewicza. Obaj panowie deliberowali na tematy dotyczące przeniesienia części funduszów z rzeczonej instytucji bankowej do budżetu państwa w celu "zapchania" stale powiększającej się dziury budżetowej. Miałoby się to odbyć za pomocą różnego rodzaju operacji finansowych, z których nie wszystkie byłby zgodne z konstytucją RP. To nagranie jest tylko jednym z całej serii, która była nagrywana ponoć przez rok czasu!

Nie o tym jednak chciałbym napisać, ponieważ jestem dość kiepski w dziedzinach prawa i trudno mi ocenić, czy ci dwaj panowie faktycznie Ustawę Zasadniczą złamali. Znacznie bardziej przeraziło mnie zdarzenie, które wydarzyło się całkiem niedawno, kiedy to funkcjonariusze ABW wtargnęli do biura redakcji wspomnianego tygodnika, aby zarekwirować kompromitujące nagrania. Podczas całej akcji doszło do scen, zapewne podobnych do tych z czasów PRL, między innymi do użycia siły przez agentów.

Jestem w bardzo niebezpiecznym wieku(wy również, ponieważ czytają mnie głównie ludzie młodzi), kiedy to pomału zaczyna się kształtować mój światopogląd, a świadomość polityczna nie jest jeszcze skażona typowym dla Polaków marazmem. Coraz częściej myślę i zastanawiam się nad tym, co zrobić, aby nie tylko mi, ale i wszystkim polakom żyło się po prostu lepiej. Dlatego też mam wyjątkowo sceptyczny obraz do tego, co ostatnio się dzieje. Jednak po kolei. Zacznijmy najpierw od tego nieszczęsnego wtargnięcia do redakcji "Wprostu". Tygodnika tego nie czytam, gdyż głoszone przez niego poglądy kolidują z moimi, ale w zaistniałej sytuacji sądzę, że nawet prawicowi dziennikarze takich gazet jak "Do rzeczy"; czy "Uważam rze" będą ponad ideologicznymi podziałami. Przecież gdyby te nagrania wyciekły do ich redakcji, to sytuacja wyglądałaby pewnie tak samo. Powiedzmy sobie szczerze: ugodzona została wolność słowa- prawo podstawowe w każdym szanującym się demokratycznym kraju. Redaktor główny miał prawo odwołać się do tzw. "Tajemnicy dziennikarskiej" chroniącej informatora przed jakimś negatywnym działaniem osób trzecich(mówię to bez jakichkolwiek insynuacji). Jak na to zareagowała prokurator generalny Andrzej Seremet? Cóż, na początku zażądał wszystkich nagrań, również tych nieopublikowanych, oraz ujawnienia nazwiska informatora. Kiedy spotkał się z odmową, wysłał służby mundurowe, do zarekwirowania "materiału dowodowego". Brzmi to prawie tak, jakby dziennikarze popełnili przestępstwo publikując te kompromitujące obecną warstwę rządzącą nagrania. Jakby tego było mało, zamiast pokornie przeprosić naród za popełnione błędy, premier brnie dalej i stara się całą sprawę bagatelizować. Cóż, najwidoczniej czas albo zmienić swoich speców od PR, albo takowych zatrudnić, ponieważ relacje ze społeczeństwem Donalda Tuska już przed aferą były wyjątkowo napięte, a to wydarzenie może być kroplą, która przeleje czarę goryczy. Ktoś powie "no ale to przecież nielegalne, tak podsłuchiwać ludzi!". Racja, jest to nielegalne, ale trzeba odróżnić podsłuchiwanie w celu zdobycia materiału na strony takie jak Pudelek, czy inny Kozaczek, od formy kontroli społecznej. W Polsce inaczej niż w USA wyborca nie ma tak dużej kontroli nad kandydatem, na którego oddał głos. Wynika to oczywiście z różnic w systemie politycznym, jednak sama idea społecznej kontroli powinna być u nas znacznie bardziej uwydatniona. Nadszedł czas, abyśmy wszyscy razem zaczęli częściej patrzeć politykom na ręce, nie pozwalać zamiatać takich afer pod dywan i bagatelizować ich znaczenia. Dalsze przyzwalanie na takie działania może doprowadzić, że pokusy dla przyszłych rządzących mogą być nad wyraz silne. No bo przecież uległymi da się łatwiej sterować i wmówić, że na przykład wprowadzenie godziny policyjnej jest dla ich dobra. Czy nie wspominałem wcześniej o sytuacji z PRL?

Inną nie mniej ważną kwestią jest fakt, że w ogóle do afery doszło. Do sytuacji, kiedy ważne osoby w państwie są podsłuchiwane przez nieznanego informatora w ogóle nie powinno dojść. Sytuacja ta kompromituje nie tylko warstwę rządzącą, ale także funkcjonariuszy służb bezpieczeństwa. Jak wiemy, osoba, która dostarczyła nagrania, nie zażądała zapłaty, nie jest to zatem przedstawiciel żałosnego gatunku paparazzi. Jednak według mnie byłoby mniej straszne, gdyby takie nagrania zostały kupione. Oznaczałoby to, że informator kierował się wyłącznie żądzą zysku, bez pobudek ideologicznych. Wracając jednak do mojej myśli: to że nie wziął pieniędzy, według mnie, świadczy o dwóch rzeczach: albo jest to osoba, której zależy na dobru państwa i pragnie, aby tak gruba afera ujrzała światło dzienne(wariant wysoce optymistyczny), albo przeciwnie- jest to pracownik wrogim Polsce sił, które pragną destabilizacji naszego kraju. Brzmi nieprawdopodobnie prawda? Niczym z opowieści sensacyjnych spod szyldu Toma Clancy'ego? Ale tak samo nieprawdopodobnie brzmiała by kiedyś informacja, że Rosjanie zajmą półwysep Krymski, oraz że wspierani przez Kreml bojówkarze będą destabilizować wschodnią Ukrainę. To nie jest political fiction- to się dzieje na naszych oczach. Wielki niedźwiedź obudził się ze snu zimowego i łakomym wzrokiem zaczyna rozglądać się wokół siebie. Każdy argument będzie dla niego dobry- przecież wschodnia część naszego kraju przez 123 lata była częścią carskiej Rosji, z pewną dozą autonomii, ale nie oszukujmy się. Tereny rdzennie rosyjskie? Dla prezydenta/cara Putina nie ma motywacji absurdalnych. Tym bardziej zatem uderzać powinna nieporadność służby bezpieczeństwa. O tych taśmach wiemy, bardziej przerażające są te, które leżą na czyichś biurkach, analizowane przez wojskowych ekspertów. Oczywiście nie chcę nikogo straszyć kolejną wojną z Rosją, aczkolwiek trzeba mieć na uwadze, że taka okoliczność nie jest niewykluczona.

Musimy zatem zareagować, zwłaszcza my, ludzie młodzi. Już raz, przy okazji sprawy związanej z ACTA, pokazaliśmy, że możemy być siłą, która zdolna jest zmieniać decyzję na szczytach władzy. Może nie nadszedł czas na strajki i protesty, zwłaszcza że destabilizacja byłaby pewnym ludziom na rękę(patrz poprzedni akapit), ale na pewno Ci z prawem wyborczym mogą oddać swój głos na kogoś innego, niż na partię, która oszukuje ludzi i nie ma jasno określonych poglądów. I alternatywą wcale nie musi być PIS! Jest przecież tyle innych partii politycznych, że nie musimy zamykać się tylko duopolu Tusk-Kaczyński. I może na początku będzie ciężko, ale wszystkie zmiany wymagają ofiar i poświęceń. Cóż, to tyle na dzisiaj, mam nadzieję, że tekst, który trochę odchodził od mojego satyrycznego stylu również przypadł wam do gustu. Chętnie przeczytam wasze opinie na ten temat w komentarzach pod tym wpisem- nie bądźcie obojętni!


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz