środa, 3 czerwca 2015

Chichot Hieny #3- Multipleksowe szaleństwo!

O tym, jak pewien zagubiony człowiek wybrał się pierwszy raz od dawna do kina.
Nadszedł szczęśliwy dzień dla Pana Stanisława. Otóż, zbliżające się wakacje spowodowały, że ilość wolnego czasu w jego życiu znacznie się zwiększyła. Zdecydował się zatem wykorzystać ten nadmiar dobroci w jak najlepszy sposób. W pierwszej kolejności odrzucił wyjście do pubu/restauracji czy innej jadłodajni, gdyż przybytki gastronomiczne dane mu było zwiedzać prawie codziennie. O nie, Panu Stanisławowi marzyła się rozrywka! A jak rozrywka, to tylko kino. Zdecydował się na wyprawę do najbliższego multipleksu nie tylko ze względu na kolorowe plakaty rozwieszone na blokach mieszkalnych, które kusiły feerią kolorów i zapowiadały niezapomniane przeżycia, ale również dlatego, że jego ostatnia wizyta w kinie była naprawdę dawno temu. Aby odświeżyć sobie pamięć przeglądnął repertuar w internecie, wybrał interesujący go blockbuster i wybrał się na do kina. Nie wiedział, jak wiele w jego życiu zmieni to niewinne niedzielne wyjście.

Pierwszy szok Pan Stanisław przeżył tuż po otworzeniu drzwi. "Jakie to miejsce jest ogromne"! Szok naszego bohatera był w pełni uzasadniony. Kiedy ostatni raz był w kinie wyglądało ono nadzwyczaj ubogo: skromna kasa biletowa, jeden, wąziutki korytarz, który trzeba było pokonywać bokiem, aby wypuścić ludzi wychodzących właśnie z poprzedniego seansu, wreszcie sala kinowa, miejsce magicznych podróży, mogąca pomieścić około trzydziestu widzów, co w zupełności wystarczało jak na wioskę, w której Pan Stanisław przeżywał swoje szczenięce lata. To co ujrzał zaś teraz samo w sobie przypominało kadr z filmu science-fiction. Olbrzymia hala, kilkanaście elektronicznych kas, ekrany wyświetlające zapowiedzi wielkich premier, olbrzymie plakaty i setki,tysiące kolorowych ulotek. Pan Stanisław nie mógł się im nadziwić. Zdecydował się zabrać kilka z nich i przeczytać sobie w drodze powrotnej do domu, kiedy będzie mieć chwilę wolnego czasu. Stanął w kolejce, która poruszała się w tempie błyskawicznym. Nie było już mowy o staniu na zewnątrz i czekaniu, aż ta jedna,jedyna kasa obsłuży tłum zgłodniały filmowych wrażeń, o nie! Teraz kilka sekund i klient był obsługiwany. "Wydawać by się mogło, że tylko na chwilę się zdrzemnąłem i obudziłem się w zupełnie nowym świecie"- zastanawiał się Pan Stanisław w trakcie tej krótkiej chwili stania w kolejce. Kiedy wreszcie nadeszła jego kolej zdarzyły się rzeczy zarówno przyjemne, jak i odrobinę niepokojące. Do tych przyjemnych należy zaliczyć fakt, że nasz protagonista mógł samodzielnie wybrać miejsce, w którym dane mu będzie obejrzeć oczekiwany seans. Kiedy już zdecydował się na miejsce w środkowym miejscu, jego oczom ukazała się cena za bilet. Pan Stanisław miał szczęście, że nie był ostatnią osobą w kolejce, bo inaczej na pewno uderzyłby głową o podłogę, wskutek nagłego zasłabnięcia jakiego doznał na widok migoczącej cyfry na kasie fiskalnej. Nie wierząc własnym oczom i myśląc, że to pomyłka, poprosił miłą studentkę, która pracowała na kasie, o to, aby jeszcze raz sprawdziła czy aby na pewno wszystko jest w porządku. System okazał się być jednak bezbłędny. Pan Stanisław z bólem krwawicy wyciągnął portfel i zapłacił zbójecką cenę. Kiedy odbierał bilet przez głowę przeszła mu myśl, że za wydane pieniądze powinna teraz podjechać po niego riksza i zabrać go prosto na salę kinową, a na miejscu dwie urocz panie powinny popisać się sztuką masażu.

Nie chcąc jednak sobie psuć humoru z powodu głupiego biletu Pan Stanisław skierował kroki ku kolejnej, wcześniej mu nieznanej, nowince. Był to bar z przekąskami. Za jego czasów nie było jeszcze czegoś takiego, ot jeżeli miało się szczęście i i trafił się trzeźwy pracownik obsługi, można było za niewielką kwotę nabyć chłodną lemoniadą, którą siorbało się po cichu w trakcie oglądania filmu. Teraz jednak przepych był wprost onieśmielający! Popcorn, w różnych ilościach i smakach, trójkątne czipsy, słone orzeszki, orzeszki w czekoladzie, landrynki, kolorowe napoje. Pan Stanisław patrzył na to wszystko z podobnym wyrazem twarzy, jakie ma każde dziecko kiedy przekracza próg cukierni. Zdecydował się na to, aby kupić sobie coś małego, w końcu niedawno jadł obiad i nie chciał szaleć ze słonymi przekąskami. Uśmiechnięta ekspedientka podała mu małą tackę trójkątnych czipsów, do których dodatkowo jeszcze można było dobrać sobie sos. Beztroska i radość w mgnieniu oka zamieniły się w odcięty dopływ tlenu, nagły kontakt z podłożem i szalony rytm bicia serca. Tak, dobrze się domyślacie. Nasz bohater zobaczył cenę swoich przekąsek. Przekąsek? Za taką ilość pieniędzy Pan Stanisław mógłby sobie zamówić duszone przepiórki w sosie Porto. Ta nędzna kupka słonego zatracenia nie była warta nawet połowy tego, co zostało nabite na rachunku. Niestety, słowo się rzekło! Trzeba było zapłacić. Portfel został poważnie odchudzony, a Pan Stanisław wreszcie skierował się do sali kinowej.

Jego oczom ukazały się kilometry rzędów, stopni i krzeseł. Wprost nieprzebrane może siedzeń, na których widzowie mogli rozkoszować się dziełami stworzonymi w hołdzie dla dziesiątej muzy. Stało jednak przed nim karkołomne zadanie. Jak w tej nieprzebranej masie znaleźć swoje wykupione miejsce. Oszczędzę teraz czytelnikom opisu tych poszukiwań, dodać należy jedynie, że Pan Stanisław włożonym wysiłkiem zawstydziłby niejednego himalaistę. Kiedy w końcu nasz bohater umościł się w fotelu, położył tackę z horrendalnie drogimi przekąskami, zaczął ze zniecierpliwieniem czekać na film. Nagle srebrny ekran rozbłysł, a oczom Pana Stanisława zaczęły ukazywać się niewytłumaczalne zjawiska. Otóż, zamiast projekcji obiecywanego filmu puszczono jakieś reklamy, które codziennie męczą szarego obywatela w telewizji. Jakieś podpaski, tu nowa Honda, barista zaparza niesamowicie aromatyczną sypaną lurę, a bank już proponuje widzom kredyty, potrzebne zapewne po to, aby być zdolnym do kupienia biletu na następny seans. I wszystko to dałoby się przełknąć- jasne, przecież jest jakaś przerwa czasowa, którą należy sensownie wypełnić. "No ale jasna cholera!"- wykrzyknął w myślach Pan Stanisław-"Ta farsa trwa już prawie dwadzieścia minut!". Nagle jednak światła zgasły. Cała sala zamilkła. Pana Stanisława wreszcie opuściły nerwy. Oto trud skończony! Nareszcie nadeszła oczekiwana, błoga chwila upojenia. Nie chcielibyście widzieć wyrazu twarzy naszego bohatera, kiedy ciemności rozświetliła reklama środka na infekcje okolic intymnych. Tego było już za wiele. Pan Stanisław wstał, zdążył pokopać parę osób siedzących wokół niego i najzwyczajniej w świecie wyszedł. Biedaczek, nie wiedział, że w chwili w której opuszczał budynek kina, właśnie puszczono jego film. Ale może to i lepiej, bo nawet lokalna gazeta- "Echo Mrągowic"- zdecydowała się dać mu dwie gwiazdki. Szkoda nerwów Pana Stanisława. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz